login:

hasło:

zaloguj   |   rejestracja


Zapraszamy do galerii zdjęć "Łukta Dawniej".

14 Listopada 2017, godz: 09:03

Piąte „urodziny” GOK. Jest się z czego cieszyć…


     Piąte „urodziny” GOK.

Jest się z czego cieszyć…


     Po „chwilowej” przerwie witam ponownie (zapewne) garstkę Czytelników moich felietonów Gdy myślę Łukta…
     Zawsze będę podkreślał, że to dzięki właścicielowi portalu Łukta City – Grzegorzowi Malinowskiemu – mogę (od czasu do czasu) coś w nim zamieścić.
     Tak się złożyło, że 12 i 13 listopada byłem w Łukcie…
    (Ostatnio było głośno o tej miejscowości, bo ktoś trafił szóstkę w lotto… Akurat tego dnia też byłem w rodzinnej wsi i też jak wielu innych marzycieli wypełniłem kilka kuponów i puściłem w kiosku. Szkoda, że nie wiedziałem o drugiej kolekturze. Może to była moja „szóstka”. Ale nie, bo przecież szczęśliwiec kupił kupon na chybił-trafił. O, gdybym tak zgarnął te miliony, to na pewno sporą kwotę przekazałbym na ręce pani Anny Czubkowskiej, dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Łukcie, przede wszystkim po to, aby jak najlepiej uczciła piąty rok działalności podległej jej instytucji. A przy okazji, gdybym został milionerem, nie pożałowałbym grosza właśnie Grzegorzowi, żeby rozbudował własne studio komputerowe, a może nawet wspólnie założylibyśmy w Łukcie telewizję kablową, a może nawet na całą gminę... Dziś, gdy są pieniądze, można dokonać wiele rzeczy.
     No to byłem w Łukcie, w poniedziałek 13 listopada.
     Wracając ze spaceru z Dragolic – start tradycyjnie w Molzie, gdzie zauważyłem zaangażowanie i pracę mieszkańców i zmiany na lepsze, jeśli chodzi o śródwieście (to mój neologizm od słowa śródmieście) – via Strzałkowo zapukałem do drzwi pani dyrektor, niespodziewanie. I od razu zrobiło się sympatycznie. Podziękowałem raz jeszcze za wieczór poezji w sierpniu i przekazując najlepsze życzenia, aby w mojej wsi kwitła działalność kulturalna, już miałem opuścić progi, gdy pani Anna wspomniała o pięcioleciu GOK…
     Jakże szybko minęło pięć lat.
     Byłem na otwarciu. Zresztą jakże mogłem nie być, skoro budynek stawiała firma Ekobud z Ostródy, której prezes Ryszard Klonowski jest moim serdecznym kolegą.
     Pięć lat… Myślę, iż GOK już na dobre wpisał się w Łuktę, gminę, powiat a może nawet województwo, bo jak czasem słyszę od kogoś podczas pobytu na ziemi rodzinnej, do GOK na niektóre wydarzenia zjeżdżają nawet ludzie z Olsztyna.
     A tak przy okazji, bywa, że Łuktę odwiedza ktoś z Grudziądza (tu mieszkam), trochę zwiedza wieś (chociaż często słyszę, że to już prawie miasteczko) i mówi, że co jak co, ale dom kultury robi wrażenie.
     No cóż, niejednokrotnie pytano mnie tu i ówdzie (ostatnio we wrześniu w Ogródku w Muzeum Michała Kajki) jak kultura ma się w Łukcie? Odpowiadam (nieco przewrotnie) prawie zawsze tak samo, że… budynek GOK jest tak okazały, że można go przenieść do centrum Grudziądza i ludzie tylko by się ucieszyli, że mogą mieć coś takiego…
     Jednak – dodaję zaraz – z polityką kulturalną sprawa jest bardziej skomplikowana niż z postawieniem wielkiego budynku. Niełatwo jest – szczególnie dziś, gdy w domu praktycznie wszystko mamy w zasięgu ręki, jeśli chodzi o korzystanie z tzw. dóbr kultury – przekonać mieszkańców, że DOM KULTURY jest przede wszystkim dla nich, że to oni powinni jak najczęściej tu przychodzić. To nic, że w domu mamy już nie telewizory a telebimy, że mając pieniądze możemy oglądać najnowsze filmy, czytać nowe książki, a przynajmniej ich fragmenty. Proszę Państwa, ale to wszystko dzieje się w czterech ścianach, a człowiek tak został stworzony, by rozmawiać z drugim człowiekiem, a nie zamykać się, grodzić, instalować kamery, puszczać wilczura na posesji. Człowiek jest istotą stadną i powinien od czasu do czasu przebywać w szerszym gronie. Również dlatego, by zaprzeczyć zdaniu poety, że Ludzi coraz więcej, a człowiek coraz mniej!
     DOM KULTURY to złożona historia. Coś o tym wiem, bo od lat pracuję w podobnej instytucji w gminnej wsi na Pomorzu. Staramy się jak możemy, a ludzi ze świeczką wypatruj. Jednemu nie podoba się propozycja kulturalna, drugiemu nie chce się wyjść z domu wieczorem, bo to kawał drogi do GOK, trzeci gada, że on ma kulturę w domu (jaką tylko chce), i tak dalej, i tak dalej…
     No to proszę Państwa, jak ma GOK zdobywać ludzi, zachęcać ich do różnych rzeczy i spraw, kiedy niektórzy mieszkańcy z góry odrzucają niemal każdą propozycję kulturalną? Dla wspólnego dobra powinniśmy się jednoczyć, tworzyć wespół lobby kulturalne, wspomagać się, pomagać sobie, mówić dobrze o tym, co dzieje się w naszym DOMU KULTURY, bo ten DOM jest cząstką nas, powinien być – w przenośni – częścią naszego krwiobiegu. Jego działalność tylko częściowo świadczy o poczynaniach szefa, a bardziej o nas, mieszkańcach, którzy często niesłusznie dezawuujemy coś, czego nie poznaliśmy, czego nie znamy.
     Tak, a przynajmniej podobnie, mówię czasami do mieszkańców wsi, gminy, w której pracuję. Jest tylko jedna droga do pokazania się chociażby na mapie powiatu, a mianowicie taka, że żyjący w zgodzie mieszkańcy potrafią wspólnie dokonać wielkich rzeczy. A jak wiemy – wielkie rzeczy i sprawy… powstają z małych.
     Przypominam sobie dawny dom kultury w Łukcie, też było w nim kino, nawet panoramiczne filmy wyświetlano. Mieścił się w centrum wsi, tu gdzie dziś jest sklep z pieczywem i ciastem, a swego czasu inną branże prowadził Ryszard Smolej. Oczywiście był rozbudowany z tyłu, ale w końcu zawalił się z komunistycznego zmęczenia, starości i budowlanych zaniedbań.
     Pamiętam zabawy w tym budynku, tańcowało ze sto par. Grał zespół między innymi Zgoda, z którego pamiętam Majewskiego, Góralskiego, Mosakowskiego i Czaplińskiego. Ale przyjeżdżały też zespoły z Ostródy, Morąga i Olsztyna. W tym Domu kultury można było obejrzeć wartościowe filmy (do dziś pamiętam Serce i szpada).
     Ktoś powie, no tak, ale pisze pan, panie Stanisławie, o zamierzchłych czasach, gdy nie było telewizji. I co z tego, odpowiem. A w tej dzisiejszej tivi, to cóż takiego można obejrzeć? Ja mam kilkadziesiąt programów, a korzystam z kilku najwartościowszych, bo przecież nie będę oglądał naiwnych seriali, tematycznie związanych już prawie z każdym zawodem… I co (intelektualnie) dają nam te filmy? Moim zdaniem niewiele. Chyba że szukamy w nich potwierdzenia własnego nieudacznictwa? Bo, jak czasem zerknę na ekran, niemal we wszystkich tasiemkowcach ludzie narzekają i płaczą. No, są jeszcze kabarety, ale – wybaczą Państwo – szkoda mojego czasu na pisanie o nich.
     Kiedyś rozmawiałem z Krzysztofem Ibiszem, to bardzo ciekawy i mądry człowiek, chociaż w telewizji już nieraz mi podpadł. Powiedział mi niegdyś, że on zawsze mierzył do sufitu, a nie do podłogi.
     I dlatego życzę wszystkim Mieszkańcom mojej rodzinnej gminy, aby starali się mierzyć do sufitu. A jak już ktoś uzna, że to trochę za wysoko, to nich przynajmniej inwestuje w dzieci. Co by kiedyś mamusi i tatusiowi nie zarzuciły, że akceptując ich niemal permanentną obecność w domu (słuchawki na uszach, ekran przed nosem) w jakiś sposób uczynili ich aspołecznymi.
     Cieszę się, że GOK w Łukcie ma pięć lat. I życzę jego pracownikom jeszcze wielu lat działalności. Jak najlepszej. Także lokalnej władzy, z wójtem na czele, życzę, aby przynajmniej raz w tygodniu uświadamiała sobie, że KULTURA to ogromnie ważna rzecz w życiu człowieka. I niech wszyscy radni uwierzą, że ich rolą jest pomaganie w działalności pani dyrektor i instruktorom. Szanowna Władzo, jest jeszcze jedna ważna rzecz: to dzięki ciekawym projektom i pomysłom kulturalnym najłatwiej jest i najtaniej wypromować wieś, gminę. Ex cathedra!
     Mimo że – z różnych powodów – niemal nie uczestniczę w życiu kulturalnym mojej rodzimej gminy, to proszę mi wierzyć, że kiedy tylko mogę zaglądam do GOK i zawsze w duchu (jako poeta i prozaik) cieszę się, gdy słyszę o ciekawych zajęciach w tej instytucji. Jednak szczególną radość sprawiają mi wszelkie wydarzenia kulturalne, na które z zazdrością (w nie pejoratywnym znaczeniu) patrzą mieszkańcy dużo większych miejscowości. Bywa, że ktoś ze znajomych dzwoni do mnie na przykład z Olsztyna i podekscytowany mówi, iż nigdy by nie przypuszczał, że w Łukcie mogą się dziać takie (kulturalne oczywiście) imprezy.
     Że o kinie nie wspomnę. Bo i mnie w osłupienie wbija fakt, że w rodzinnej wsi i w Grudziądzu tego samego dnia obejrzeć można premierę światowego filmu… Kiedyś, nawet jako może największy marzyciel tej ziemi, nigdy nie uwierzyłbym w takie cuda (gdyby ktoś mi o tym powiedział). Proszę Państwa, kiedyś było w Łukcie kino, ale zanim wyświetlono głośny film, mieszkańcy tej wsi czekali na niego miesiącami. I jakże człowiek był dumny, gdy na przykład odwiedzając wkrótce rodzinę w Komorowie, powiadał: – W Łukcie była panorama, wyświetlali Krzyżaków i ja to widziałem.
     Po takich słowach po Komorowie rozchodziło się jedno wielkie pojedyncze lub ogólne westchnienie, które oznaczało być może jakąś małą zazdrość, ale najczęściej – jestem o tym absolutnie przekonany – było ono oznaką szacunku i podziwu dla kogoś, kto był w Łukcie w kinie i to na dodatek… NA TAKIM FILMIE!
     Pozdrawiam.
     Do zobaczenia w GOK w sobotę 18 listopada o godz. 17.
     PS Zostałem zaproszony na piąte „urodziny” i bardzo jestem rad z tego faktu.

Tekst/foto: Stanisław Raginiak



komentarze (0) Brak dodaj komentarz autor:gres

28 Września 2017, godz: 13:59

Powiatowe Zawody Sportowo-Pożarnicze 2017



komentarze (1) autor: Piękne i piękne miejsca. dodaj komentarz autor:malina edycja:malina

13 Września 2017, godz: 20:35

IV Piesza Pielgrzymka z Łukty do Gietrzwałdu - relacja


            10 września 2017r.,  jest kolejną datą, która dla nas wielu Pielgrzymów jest i będzie bardzo ważnym wydarzeniem. Nie tylko dla tego, że była to nasza IV piesza pielgrzymka z Łukty do Gietrzwałdu, ale dlatego, że w sposób bardzo szczególny włączyliśmy się w  obchody 140 rocznicy cudownych objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie.

Czas przygotowań do pielgrzymki w tym roku był o wiele trudniejszy niż w poprzednich latach, ponieważ mieliśmy świadomość tego, że włączymy się w uroczystości na których spodziewa się wielu tysięcy ludzi. Zadbaliśmy o to, aby nasi porządkowi (tak potocznie nazywa się ta funkcja) przeszli specjalne szkolenia z kierowania ruchem, które odbyło się w Wojewódzkim Ośrodku Szkolenia Kierowców w Olsztynie. Tak więc mamy już trzy osoby specjalnie przygotowane i uprawnione do wykonywania tego trudnego i bardzo odpowiedzialnego zadania są nimi: Adrian Sekuła, Maciej Malinowski i Dominika Malinowska. Dołączył do  nich w tym roku zupełnie niespodziewanie Marek Podralski, który okazał się  bardzo dzielnym "kadetem" i odważnie wspierał naszych porządkowych. Mam nadzieję, że w przyszłości również zechce oficjalnie dołączyć do "kierowników ruch" :) W tym miejscu pragnę, bardzo serdecznie podziękować im wszystkim za ich ofiarną pracę za to, że kolejny raz bezpiecznie doprowadzili nas do celu naszej pielgrzymki.