login:

hasło:

zaloguj   |   rejestracja


Zapraszamy do galerii zdjęć "Łukta Dawniej".

20 Lutego 2018, godz: 15:15

Ruszyła sprzedaż biletów na Kaziuki Wilniuki



komentarze (0) Brak dodaj komentarz autor:gres edycja:gres

4 Lutego 2018, godz: 16:42

Wizyta Duszpasterska (KOLĘDA) 5 lutego do 10 lutego 2018


Wizyta Duszpasterska (KOLĘDA) w Parafii Łukta
Plan wizyt na najbliższy tydzień od 5 lutego do 10 lutego 2018 r.


pon. 5 lutego, od 13:00 - Łukta, ul. Ostródzka prawa strona (w kierunku Ostródy),
wt. 6 lutego, od 13:00 - Łukta, ul. Topolowa,
śr. 7 lutego, od 13:00 - Łukta, ul. Lipowa i ul. Łukowa,
czw. 8 lutego, od 13:00 - Łukta, ul. Kwiatowa, Zielona, Wiśniowa i Różana,
pt. 9 lutego - od 13:00 - Łukta, ul. Słoneczna domki i blok nr 6,
sob. 10 lutego, od 9:00 - Niedźwiady, Dragolice, Markuszewo i Strzałkowo.


komentarze (0) Brak dodaj komentarz autor:gres

29 Stycznia 2018, godz: 10:38

Wizyta Duszpasterska (KOLĘDA) od 29 stycznia do 3 lutego


Wizyta Duszpasterska (KOLĘDA) w Parafii Łukta
Plan wizyt na najbliższy tydzień od 29 stycznia do 3 lutego 2018 r.


pon. 29 stycznia, od 13:00 - Łukta, osiedle domków za szkołą
(lewa strona w kierunku Worlin)

wt. 30 stycznia, od 13:00 - Łukta, ul. Warszawska lewa strona
(w kierunku Worlin) i tzw. blok nauczycielski,

śr. 30 stycznia, od 13:00 - Łukta, ul. Warszawska prawa strona
i ul. Zagrodowa,
czw. 1 lutego, od 13:00 - Łukta, ul. Ostródzka lewa strona
(w kierunku Ostródy),
pt. 2 lutego - KOLĘDY NIE MA,
sob. 3 lutego, od 9:00 - Ramoty, od mostku do p. Wojciechowskich


komentarze (0) Brak dodaj komentarz autor:gres

22 Stycznia 2018, godz: 08:30

Wizyta Duszpasterska (KOLĘDA) od 22 do 27 stycznia


Wizyta Duszpasterska (KOLĘDA) w Parafii Łukta
Plan wizyt na najbliższy tydzień od 22 do 27 stycznia 2018 r.

pon. 22 stycznia, od 9:00
- Maronie, Mostkowo (Zydląg) i lewa strona,
wt. 23 stycznia, od 9:00   - Mostkowo prawa strona,
śr. 24 stycznia, od 13:00 Łukta, ul. Cicha, Mazurska od cmentarza do Piekarni Tyrolskiej, Kościelna,
czw. 25 stycznia, od 9:00 - Pelnik prawa strona całość,
pt. 26 stycznia, od 9:00 - Łukta, tzw. kwadrat: część ul. Ostródzkiej,  Warszawskiej, Warmińskiej, Mazurskiej,
sob. 27 stycznia, od 9:00 - Wynki,

komentarze (0) Brak dodaj komentarz autor:gres edycja:gres

18 Stycznia 2018, godz: 18:56

WOŚP Łukta 2018!



komentarze (0) Brak dodaj komentarz autor:malina

14 Stycznia 2018, godz: 21:21

Wizyta Duszpasterska (KOLĘDA) od 15 do 20 stycznia


Wizyta Duszpasterska (KOLĘDA) w Parafii Łukta
Plan wizyt na najbliższy tydzień od 15 do 20 stycznia 2018 r.

pon. 15 stycznia, od 9:00
wt. 16 stycznia, od 9:00

śr. 17 stycznia, od 13:00
czw. 18 stycznia, od 9:00
pt. 19 stycznia, od 9:00
sob. 20 stycznia, od 9:00

- Molza do DPS,
- Molza od DPS do końca
- Pelnik lewa strona,
- Kolęda przełożona na kolejny tydzień,

- Komorowo
- Wynki

komentarze (0) Brak dodaj komentarz autor:gres edycja:malina

5 Stycznia 2018, godz: 13:09

Wizyta Duszpasterska w Parafii Łukta


Wizyta Duszpasterska (KOLĘDA) w Parafii Łukta
Plan wizyt na najbliższy tydzień od 8 do 13 stycznia 2018 r.

pon. 8 stycznia, od 9:00
wt. 9 stycznia, od 9:00
śr. 10 stycznia, od 14:00
czw. 11 stycznia, od 9:00
pt. 12 stycznia, od 9:00
sob. 13 stycznia, od 9:00 
- Tabórz i Szeląg
- Plichta
- Sobno, kolonia Mostkowo, Gucin
- Kozia Góra
- Dąg
- Nowe Ramoty

komentarze (0) Brak dodaj komentarz autor:gres edycja:gres

3 Stycznia 2018, godz: 10:05

Sylwester w Wynkach


     Z racji mojej wrodzonej mizantropii, niewiele razy w życiu spędzałem sylwestra w gronie większym niż… dwie osoby. Nigdy nie bawiły mnie huczne, głośne imprezy, w których przeważnie wszyscy chcieli zwrócić na siebie uwagę. Wszak, jak ogólnie wiadomo, Polacy raczej skromnością i nadmiarem kultury nie grzeszą. Może dlatego, że należymy do nacji o zacięciu wojowniczym (aczkolwiek jesteśmy Słowianami) i egocentrycznym.
     Zatem z niemałym bólem w żołądku przyjąłem zaproszenie od Cezarego Radziszewskiego (sołtys Wynek) na sylwestrowy wieczór, organizowany przez niego w centrum wsi, przy autobusowym przystanku. Cezarego lubię, chociażby za to, że pomógł mi latem zorganizować Wieczorem nad jeziorem – poetycko-fotograficzną ambitną imprezę.
     Odpowiedziałem, że się zastanowię.
     Dodam, że święta i Nowy Rok spędzałem z żoną u rodziny w Molzie. Do Wynek miałem blisko, przez las (skręt przed Dągiem) pół godziny drogi. Co to dla mnie, kiedy w kilka godzin potrafię pokonać nawet 20 km.
     Oczywiście zapytałem kolegę sołtysa, czy aby na pewno jest przekonany, żebym tam był, skoro nie tańczę, a z trunków piję (i to tylko od wielkiego dzwonu) „szampan” Picolo.
    Żona, gdy się dowiedziała, że mam (-y) zaproszenie, podziękowała, ale nie miała nic przeciwko mojej obecności w Wynkach.
     Chyba po południu zdecydowałem, że wybiorę się na sylwestra. Pogoda była przykra, ale nie na tyle, bym nie dotarł na plac zabawy. Postanowiłem wziąć aparat fotograficzny, kilka petard, latarkę i scyzoryk (nie po to, by komuś zrobić krzywdę, a dlatego, by w razie ataku dzika mieć się czym obronić. Zamierzałem z imprezy wrócić przez las, przez Śmieszny Kąt, obok domu leśniczego Zbyszka Lewandowskiego, w którym po wojnie przebywał Łupaszka, ale pewni mało kto o tym wie).
     Do późnego wieczora czytałem Na Zachodzie bez zmian E. M. Remarquego, więc czas leciał szybko. Obok stał niewielki odtwarzacz płyt, słuchałem muzyki Ozric Tentacles. Chwilami podskakiwałem na wersalce, ponieważ dzieciaki i młodzież z Molzy już petardami witali Nowy Rok, który był jeszcze ładnych kilka godzin od granic Polski, pilnie strzeżonych przez wojska ministra Macierewicza.
     Od godziny 21 do 23 siedziałem z rodziną przy stole, jedząc i pijąc zdrowe owocowe soki patrzyliśmy w tv na sylwestra w… Zakopanem. Ogólnie rzecz ujmując nienawidzę rozrywki serwowanej przez telewizję publiczną, no ale sylwester… to co innego. Niestety, gdy zobaczyłem jednego, drugiego, trzeciego wykonawcę, jakoś straciłem chęć do życia… A kiedy poleciały Majteczki w kropeczki to uznałem, że w ogólnym odczuciu nie dam się porwać tak starym przebojom, jeszcze całkiem na głowę nie upadłem. Zatrzasnąłem drzwi i znowu czytałem Remarque'a i słuchałem Ozric Tentacles.
     O godzinie 23.14 złożyłem wszystkim życzenia i ubrawszy się, ruszyłem do Wynek. W ostatniej chwili żona zdecydowała się mnie zawieźć… Opuszczając auto koło domu mojego dawnego kolegi Leszka, niestety nieżyjącego, usłyszałem od małżonki, żebym na siebie uważał i cały i zdrowy wrócił do domu.
     Na placu sylwestrowej zabawy byłem o 23.44, zostało kilkanaście minut do: powitania 2018 roku, życzeń i odpalania fajerwerków. Zameldowałem się koło namiotu, przy którym stał Cezary z kilkoma osobami. Bardzo się ucieszył, dodał, iż nie wierzył, że przyjdę, że to dla niego zaszczyt.
     Usłyszał ode mnie, żeby nie przesadzał. Po prostu dla mnie to było połączenie przyjemnego z pożytecznym: po pierwsze nie musiałem dusić się infantylnym koncertem w Zakopanem, po wtóre miałem przed sobą nocny spacer przez las, ale przede wszystkim po kilku latach byłem uczestnikiem najprawdziwszej imprezy sylwestrowej w wiejskim wymiarze i plenerze.
    Ani się obejrzałem, a już nastał czas życzeń, czasem wykrzykiwanych – może dlatego, że kanonada fajerwerkowa już się zaczęła. I mnie się trafiło coś ciekawego, po uściskach z Cezarym objęła mnie jakaś pani i wykrzyczała do ucha… WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! Po chwili wyjąłem aparat z pokrowca i po kolejnych życzeniach z jakimś młodym człowiekiem zacząłem pstrykać.
     Przyznam, że miło było na placu przy ognisku. Sołtys zadbał o wszystko. Naliczyłem prawie czterdzieści osób, a podobno było ich więcej, tylko niektórzy poszli witać Nowy Rok do domu.
     Cezary, gdy wreszcie skończył rozdzielać życzenia, uściski i uśmiechy, zafundował mi kawę. A sam sięgnąłem po coś do jedzenia.
     W zasadzie po zakończonej strzelaninie zacząłem szykować się do powrotu do Molzy. Trochę miałem stracha, las wielki, licho nie śpi. Aha, by tradycji stało się zadość, przy ognisku odpaliłem jedną swoją petardę, wielkości paznokcia kciukowego.
     Około 0.30, pożegnawszy się z sołtysem i innymi mieszkańcami wsi, ruszyłem do Molzy. Co rusz gdzieś za mną powietrze przeszywały strzały, a na niebie widać było błyski. Nawet mnie to cieszyło. Pomyślałem: leśna zwierzyna boi się huku, wobec tego może nie wejdzie mi w drogę, kiedy samotnie pokonywać będę sylwestrową trasę Wynki-Molza (via peryferie Dągu).
     Odpoczywając przed Molzą na niewielkim mostku doszedłem do wniosku, że chociaż moja sylwestrowa zabawa trwała niespełna godzinę, to przeżyłem coś oryginalnego.
     I tak oto Wynki znowu wpisały się w moje literackie, i nie tylko, życie.

Stanisław Raginiak



komentarze (1) gres: Sam nie przepadam za imprezami przed telewizorem, czy to w sylwestra czy po prostu podczas przyjacielskiego spotkania. A często się zdarza, gdy kogoś odwiedzam (odwiedzamy z żoną) to gospodarz podejmuje nas przy włączonym telewizorze. Najbardziej przykro się robi jak w trakcie rozmowy ktoś nas ucisza, bo niedosłyszał co tam to "kolorowe pudło" powiedziało. Jeśli już ludzie się spotykają to powinni ze sobą rozmawiać, bo telewizor chyba już każdy w domu własny ma.

Sylwester w Wynkach... takiej imprezy nie pamiętam w Łukcie. Jakoś za mojego życia nie przypominam sobie wspólnej imprezy mieszkańców Łukty 31 grudnia pod chmurką. Jak czytamy, Cezary stanął na wysokości zadania. To dla mnie zawsze przyjemna wiadomość, że jakaś impreza się udała w naszej gminie.
dodaj komentarz autor:gres edycja:gres

28 Grudnia 2017, godz: 09:17

Turniej Halowej Piłki Nożnej Drużyn 4-os. WOŚP 2018!



komentarze (0) Brak dodaj komentarz autor:gres

24 Grudnia 2017, godz: 11:19

Wesołych Świąt!



komentarze (0) Brak dodaj komentarz autor:malina edycja:malina

21 Listopada 2017, godz: 11:00

Szlachetna paczka w Łukcie



komentarze (0) Brak dodaj komentarz autor:malina edycja:malina

14 Listopada 2017, godz: 09:03

Piąte „urodziny” GOK. Jest się z czego cieszyć…


     Piąte „urodziny” GOK.

Jest się z czego cieszyć…


     Po „chwilowej” przerwie witam ponownie (zapewne) garstkę Czytelników moich felietonów Gdy myślę Łukta…
     Zawsze będę podkreślał, że to dzięki właścicielowi portalu Łukta City – Grzegorzowi Malinowskiemu – mogę (od czasu do czasu) coś w nim zamieścić.
     Tak się złożyło, że 12 i 13 listopada byłem w Łukcie…
    (Ostatnio było głośno o tej miejscowości, bo ktoś trafił szóstkę w lotto… Akurat tego dnia też byłem w rodzinnej wsi i też jak wielu innych marzycieli wypełniłem kilka kuponów i puściłem w kiosku. Szkoda, że nie wiedziałem o drugiej kolekturze. Może to była moja „szóstka”. Ale nie, bo przecież szczęśliwiec kupił kupon na chybił-trafił. O, gdybym tak zgarnął te miliony, to na pewno sporą kwotę przekazałbym na ręce pani Anny Czubkowskiej, dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Łukcie, przede wszystkim po to, aby jak najlepiej uczciła piąty rok działalności podległej jej instytucji. A przy okazji, gdybym został milionerem, nie pożałowałbym grosza właśnie Grzegorzowi, żeby rozbudował własne studio komputerowe, a może nawet wspólnie założylibyśmy w Łukcie telewizję kablową, a może nawet na całą gminę... Dziś, gdy są pieniądze, można dokonać wiele rzeczy.
     No to byłem w Łukcie, w poniedziałek 13 listopada.
     Wracając ze spaceru z Dragolic – start tradycyjnie w Molzie, gdzie zauważyłem zaangażowanie i pracę mieszkańców i zmiany na lepsze, jeśli chodzi o śródwieście (to mój neologizm od słowa śródmieście) – via Strzałkowo zapukałem do drzwi pani dyrektor, niespodziewanie. I od razu zrobiło się sympatycznie. Podziękowałem raz jeszcze za wieczór poezji w sierpniu i przekazując najlepsze życzenia, aby w mojej wsi kwitła działalność kulturalna, już miałem opuścić progi, gdy pani Anna wspomniała o pięcioleciu GOK…
     Jakże szybko minęło pięć lat.
     Byłem na otwarciu. Zresztą jakże mogłem nie być, skoro budynek stawiała firma Ekobud z Ostródy, której prezes Ryszard Klonowski jest moim serdecznym kolegą.
     Pięć lat… Myślę, iż GOK już na dobre wpisał się w Łuktę, gminę, powiat a może nawet województwo, bo jak czasem słyszę od kogoś podczas pobytu na ziemi rodzinnej, do GOK na niektóre wydarzenia zjeżdżają nawet ludzie z Olsztyna.
     A tak przy okazji, bywa, że Łuktę odwiedza ktoś z Grudziądza (tu mieszkam), trochę zwiedza wieś (chociaż często słyszę, że to już prawie miasteczko) i mówi, że co jak co, ale dom kultury robi wrażenie.
     No cóż, niejednokrotnie pytano mnie tu i ówdzie (ostatnio we wrześniu w Ogródku w Muzeum Michała Kajki) jak kultura ma się w Łukcie? Odpowiadam (nieco przewrotnie) prawie zawsze tak samo, że… budynek GOK jest tak okazały, że można go przenieść do centrum Grudziądza i ludzie tylko by się ucieszyli, że mogą mieć coś takiego…
     Jednak – dodaję zaraz – z polityką kulturalną sprawa jest bardziej skomplikowana niż z postawieniem wielkiego budynku. Niełatwo jest – szczególnie dziś, gdy w domu praktycznie wszystko mamy w zasięgu ręki, jeśli chodzi o korzystanie z tzw. dóbr kultury – przekonać mieszkańców, że DOM KULTURY jest przede wszystkim dla nich, że to oni powinni jak najczęściej tu przychodzić. To nic, że w domu mamy już nie telewizory a telebimy, że mając pieniądze możemy oglądać najnowsze filmy, czytać nowe książki, a przynajmniej ich fragmenty. Proszę Państwa, ale to wszystko dzieje się w czterech ścianach, a człowiek tak został stworzony, by rozmawiać z drugim człowiekiem, a nie zamykać się, grodzić, instalować kamery, puszczać wilczura na posesji. Człowiek jest istotą stadną i powinien od czasu do czasu przebywać w szerszym gronie. Również dlatego, by zaprzeczyć zdaniu poety, że Ludzi coraz więcej, a człowiek coraz mniej!
     DOM KULTURY to złożona historia. Coś o tym wiem, bo od lat pracuję w podobnej instytucji w gminnej wsi na Pomorzu. Staramy się jak możemy, a ludzi ze świeczką wypatruj. Jednemu nie podoba się propozycja kulturalna, drugiemu nie chce się wyjść z domu wieczorem, bo to kawał drogi do GOK, trzeci gada, że on ma kulturę w domu (jaką tylko chce), i tak dalej, i tak dalej…
     No to proszę Państwa, jak ma GOK zdobywać ludzi, zachęcać ich do różnych rzeczy i spraw, kiedy niektórzy mieszkańcy z góry odrzucają niemal każdą propozycję kulturalną? Dla wspólnego dobra powinniśmy się jednoczyć, tworzyć wespół lobby kulturalne, wspomagać się, pomagać sobie, mówić dobrze o tym, co dzieje się w naszym DOMU KULTURY, bo ten DOM jest cząstką nas, powinien być – w przenośni – częścią naszego krwiobiegu. Jego działalność tylko częściowo świadczy o poczynaniach szefa, a bardziej o nas, mieszkańcach, którzy często niesłusznie dezawuujemy coś, czego nie poznaliśmy, czego nie znamy.
     Tak, a przynajmniej podobnie, mówię czasami do mieszkańców wsi, gminy, w której pracuję. Jest tylko jedna droga do pokazania się chociażby na mapie powiatu, a mianowicie taka, że żyjący w zgodzie mieszkańcy potrafią wspólnie dokonać wielkich rzeczy. A jak wiemy – wielkie rzeczy i sprawy… powstają z małych.
     Przypominam sobie dawny dom kultury w Łukcie, też było w nim kino, nawet panoramiczne filmy wyświetlano. Mieścił się w centrum wsi, tu gdzie dziś jest sklep z pieczywem i ciastem, a swego czasu inną branże prowadził Ryszard Smolej. Oczywiście był rozbudowany z tyłu, ale w końcu zawalił się z komunistycznego zmęczenia, starości i budowlanych zaniedbań.
     Pamiętam zabawy w tym budynku, tańcowało ze sto par. Grał zespół między innymi Zgoda, z którego pamiętam Majewskiego, Góralskiego, Mosakowskiego i Czaplińskiego. Ale przyjeżdżały też zespoły z Ostródy, Morąga i Olsztyna. W tym Domu kultury można było obejrzeć wartościowe filmy (do dziś pamiętam Serce i szpada).
     Ktoś powie, no tak, ale pisze pan, panie Stanisławie, o zamierzchłych czasach, gdy nie było telewizji. I co z tego, odpowiem. A w tej dzisiejszej tivi, to cóż takiego można obejrzeć? Ja mam kilkadziesiąt programów, a korzystam z kilku najwartościowszych, bo przecież nie będę oglądał naiwnych seriali, tematycznie związanych już prawie z każdym zawodem… I co (intelektualnie) dają nam te filmy? Moim zdaniem niewiele. Chyba że szukamy w nich potwierdzenia własnego nieudacznictwa? Bo, jak czasem zerknę na ekran, niemal we wszystkich tasiemkowcach ludzie narzekają i płaczą. No, są jeszcze kabarety, ale – wybaczą Państwo – szkoda mojego czasu na pisanie o nich.
     Kiedyś rozmawiałem z Krzysztofem Ibiszem, to bardzo ciekawy i mądry człowiek, chociaż w telewizji już nieraz mi podpadł. Powiedział mi niegdyś, że on zawsze mierzył do sufitu, a nie do podłogi.
     I dlatego życzę wszystkim Mieszkańcom mojej rodzinnej gminy, aby starali się mierzyć do sufitu. A jak już ktoś uzna, że to trochę za wysoko, to nich przynajmniej inwestuje w dzieci. Co by kiedyś mamusi i tatusiowi nie zarzuciły, że akceptując ich niemal permanentną obecność w domu (słuchawki na uszach, ekran przed nosem) w jakiś sposób uczynili ich aspołecznymi.
     Cieszę się, że GOK w Łukcie ma pięć lat. I życzę jego pracownikom jeszcze wielu lat działalności. Jak najlepszej. Także lokalnej władzy, z wójtem na czele, życzę, aby przynajmniej raz w tygodniu uświadamiała sobie, że KULTURA to ogromnie ważna rzecz w życiu człowieka. I niech wszyscy radni uwierzą, że ich rolą jest pomaganie w działalności pani dyrektor i instruktorom. Szanowna Władzo, jest jeszcze jedna ważna rzecz: to dzięki ciekawym projektom i pomysłom kulturalnym najłatwiej jest i najtaniej wypromować wieś, gminę. Ex cathedra!
     Mimo że – z różnych powodów – niemal nie uczestniczę w życiu kulturalnym mojej rodzimej gminy, to proszę mi wierzyć, że kiedy tylko mogę zaglądam do GOK i zawsze w duchu (jako poeta i prozaik) cieszę się, gdy słyszę o ciekawych zajęciach w tej instytucji. Jednak szczególną radość sprawiają mi wszelkie wydarzenia kulturalne, na które z zazdrością (w nie pejoratywnym znaczeniu) patrzą mieszkańcy dużo większych miejscowości. Bywa, że ktoś ze znajomych dzwoni do mnie na przykład z Olsztyna i podekscytowany mówi, iż nigdy by nie przypuszczał, że w Łukcie mogą się dziać takie (kulturalne oczywiście) imprezy.
     Że o kinie nie wspomnę. Bo i mnie w osłupienie wbija fakt, że w rodzinnej wsi i w Grudziądzu tego samego dnia obejrzeć można premierę światowego filmu… Kiedyś, nawet jako może największy marzyciel tej ziemi, nigdy nie uwierzyłbym w takie cuda (gdyby ktoś mi o tym powiedział). Proszę Państwa, kiedyś było w Łukcie kino, ale zanim wyświetlono głośny film, mieszkańcy tej wsi czekali na niego miesiącami. I jakże człowiek był dumny, gdy na przykład odwiedzając wkrótce rodzinę w Komorowie, powiadał: – W Łukcie była panorama, wyświetlali Krzyżaków i ja to widziałem.
     Po takich słowach po Komorowie rozchodziło się jedno wielkie pojedyncze lub ogólne westchnienie, które oznaczało być może jakąś małą zazdrość, ale najczęściej – jestem o tym absolutnie przekonany – było ono oznaką szacunku i podziwu dla kogoś, kto był w Łukcie w kinie i to na dodatek… NA TAKIM FILMIE!
     Pozdrawiam.
     Do zobaczenia w GOK w sobotę 18 listopada o godz. 17.
     PS Zostałem zaproszony na piąte „urodziny” i bardzo jestem rad z tego faktu.

Tekst/foto: Stanisław Raginiak



komentarze (0) Brak dodaj komentarz autor:gres

28 Września 2017, godz: 13:59

Powiatowe Zawody Sportowo-Pożarnicze 2017



komentarze (1) autor: Piękne i piękne miejsca. dodaj komentarz autor:malina edycja:malina

13 Września 2017, godz: 20:35

IV Piesza Pielgrzymka z Łukty do Gietrzwałdu - relacja


            10 września 2017r.,  jest kolejną datą, która dla nas wielu Pielgrzymów jest i będzie bardzo ważnym wydarzeniem. Nie tylko dla tego, że była to nasza IV piesza pielgrzymka z Łukty do Gietrzwałdu, ale dlatego, że w sposób bardzo szczególny włączyliśmy się w  obchody 140 rocznicy cudownych objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie.

Czas przygotowań do pielgrzymki w tym roku był o wiele trudniejszy niż w poprzednich latach, ponieważ mieliśmy świadomość tego, że włączymy się w uroczystości na których spodziewa się wielu tysięcy ludzi. Zadbaliśmy o to, aby nasi porządkowi (tak potocznie nazywa się ta funkcja) przeszli specjalne szkolenia z kierowania ruchem, które odbyło się w Wojewódzkim Ośrodku Szkolenia Kierowców w Olsztynie. Tak więc mamy już trzy osoby specjalnie przygotowane i uprawnione do wykonywania tego trudnego i bardzo odpowiedzialnego zadania są nimi: Adrian Sekuła, Maciej Malinowski i Dominika Malinowska. Dołączył do  nich w tym roku zupełnie niespodziewanie Marek Podralski, który okazał się  bardzo dzielnym "kadetem" i odważnie wspierał naszych porządkowych. Mam nadzieję, że w przyszłości również zechce oficjalnie dołączyć do "kierowników ruch" :) W tym miejscu pragnę, bardzo serdecznie podziękować im wszystkim za ich ofiarną pracę za to, że kolejny raz bezpiecznie doprowadzili nas do celu naszej pielgrzymki.