login:

hasło:

zaloguj   |   rejestracja


Dostępna jest retransmisja z XXXVII Sesji Rady Gminy Łukta z 30 czerwca link

7 Maja 2011, godz: 09:22

Gdy myślę... Łukta (3)


Gdy myślę... Łukta (3)

          Maj… a zatem dziś o MIŁOŚCI.  O uczuciu, które często pojawia się w mgnieniu oka i – co ciekawe – czasem jest tak silne, że łączy dwoje ludzi na resztę życia.

          O, nieraz w latach 60-tych staliśmy do późnego wieczora przed Klubem Rolnika (mieścił się w tym samym budynku, co mieszkanie Iżykowskich), i często nieporadnie rozmawialiśmy o tym, jak to jesteśmy zakochani. Mieliśmy wtedy po 16-18 lat.

          W opowieściach o miłości, jak to zazwyczaj bywa, brylują przeważnie ci, którzy tak naprawdę nic o niej nie wiedzą, nie byli naprawę zakochani. Podobno ci, których ona pierwszy raz weźmie w swoje ramiona m i l c z ą. W milczeniu jest ból. Człowiek zakochany bez pamięci chciałby każdą chwilę spędzić z najważniejszą dla niego osobą. A przecież jest to niemożliwe. Tym bardziej wtedy, gdy się ma naście lat, gdy rodzice pilnują swoją córkę (nie umiem sobie wytłumaczyć, dlaczego panienki – chyba od zawsze – są solą  w oku matki i ojca?). Notabene, piszę o późnych latach 60-tych, wtedy wieś była zupełnie inna od dzisiejszej, bardziej konserwatywna, zacofana. Pełnoletnia lecz niepoślubiona dziewczyna w ciąży była napiętnowana, wyśmiewana, wyszydzana, wytykana palcem. Fakt ten był bardzo trudny do udźwignięcia   nie tylko przez zakochanych, ale także ich rodziców. Za moich młodzieńczych lat w Łukcie doszło do dwóch samobójstw chłopaków, nie dali sobie rady z presją najbliższych i środowiska. Smutne ale prawdziwe.

          Dziś, jak słyszę i czytam, 16-latka w ciąży to żadne zaskoczenie dla większości. Może dlatego, że świat schodzi na psy, prymitywnieje. Coraz mniej w nim zdrowego rozsądku, perspektywicznego myślenia.

          Wróćmy jednak do wieczorów sprzed Klubu Rolnika. Najwięcej do powiedzenia o miłości miał Heniek J. (pozwolę sobie nie zdradzać nazwisk moich „bohaterów”, bo jeszcze niektórzy żyją i mogą spuścić mi lanie w środku Łukty). Heniek z każdej zabawy w Łukcie lub pobliskiej wsi wracał zakochany. Co potańcówka, to on tracił serce dla kolejnej. Zapytałem go raz:
          – Twoja miłość trwa tylko tydzień?
          Odpowiedział: – Siedem dni to i tak za dużo.
Kiwałem głową ze zdziwieniem, bo kompletnie go nie rozumiałem. Gdy ja zakochałem się   w siódmej klasie w starszej o dwa lata Iwonie, to jeszcze przed pójściem do wojska była dla mnie tą jedną jedyną. Szkoda tylko, że nigdy jej o tym nie powiedziałem. Owszem, raz napisałem list, wyznałem jak bardzo ją kocham. Czerwoną kredką podkreśliłem zdanie, że jak dorosnę to się z nią ożenię. Nie wiem skąd się dowiedziała, że to był list ode mnie. Po kilku dniach podeszła do mnie po mszy i rzuciła mi w twarz:

          – Jak już wyznajesz miłość, to chociaż nie rób błędów ortograficznych! A w ogóle to jesteś dla mnie za smarkaty!
Parsknęła śmiechem i wziąwszy koleżankę pod rękę oddaliła się śpiesznie. Stałem jak skamieniały. Na drugi dzień kupiłem słownik ortograficzny, uczyłem się poprawnej pisowni (w szkole trochę za mało od nas wymagano), i dalej kochałem… Gdy wróciłem z wojska Iwona była już mężatką i miała dziecko z chłopakiem z Taborza.

          Heniek, jak to z czasem zauważyłem, zmyślał te swoje miłości. Bo przecież niemożliwe było, żeby co tydzień oddawał serce innej. Kiedyś nawet postanowiłem śledzić  go na zabawie i zobaczyć jego kolejną wybrankę. I co się okazało? Potańcówka rozpoczęła się o dwudziestej, a już godzinę później kolega leżał pijany pod stołem, zmogło go wino zwane w tamtych czasach Patykiem pisane, Uśmiechem traktorzysty lub Czarem pegeeru. Nazajutrz z premedytacją zapytałem Heńka czy znowu się zakochał?
          – A jakże! Teraz poderwałem Magdę z Żabiego Rogu, była najpiękniejsza na zabawie!
          – Lejesz wodę! – nie wytrzymałem. – Przecież leżałeś pod stołem… – Zarumienił się. I, jak pamiętam, nigdy już w mojej obecności nie opowiadał o swoich amorach.

          Kolejnym Casanową z Łukty był Darek. Ten to przynajmniej miał argument, gdy opowiadał o kolejnej poderwanej dziewczynie. Tym argumentem był… motocykl WSK, marny, pordzewiały, ale jak się go popchało kilkadziesiąt metrów to zapalił. Dziewczyny ustawiały się w kolejce, żeby tylko Darek je przewiózł, choćby kawałek, choćby od klubu do cmentarza i z powrotem. Wkurzało mnie to, bo przecież każdy by się domyślił, że te wszystkie Krystyny, Hanki, Teresy, Marie i Wandy leciały na motocykl, a nie na kolegę, który według mnie był brzydki jak noc listopadowa. Co by jednak nie napisać, Darek miał w kim przebierać. Ba, nawet całusa brał za kurs. Ale w życiu wszystko bywa do czasu. Któregoś dnia kolega chciał się popisać przed jedną z dziewczyn, wyjeżdżając ostro z zakrętu w środku wsi uderzył w krowę Kruta (mieszkał w tym samym budynku, gdzie dziś mieści się plebania). Milicjant Garbacz zabrał mu wueskę, a Krut oddał sprawę do sądu.

          Staliśmy całymi wieczorami przed Klubem Rolnika. Jeden przez drugiego chwalił  się, że ta lub inna zwariowała na jego punkcie… Ja rzadko zabierałem głos, bo już wtedy uważałem, że o miłości nie należy mówić głośno.  A najlepiej wcale. Lepiej będąc zakochanym iść nad jezioro albo do lasu i tam o niej rozmyślać. Już wtedy docierało do  mnie, że człowiek przez miłość cierpi. Szczególnie przez taką, która jest w sercu a nie idzie obok. Nie śmieje się. Nie wypowie słowa. Jest zawsze daleko. Jest nieosiągalna. Chodzi po Łukcie, ma długie włosy, ale nie patrzy na mnie. Jestem jej obojętny. Straszna jest taka miłość.

          To jak mogłem stojąc przed Klubem Rolnika powiedzieć kolegom o niej? Tym bardziej, że ich zakochanie było często prawdziwe. Szli z dziewczynami na łąki po kwiaty. Kąpali się razem w jeziorze. Nawet krowy paśli razem. A ja chociaż kochałem, bałem się tej swojej miłości, która miała długie włosy, ciemne oczy i czasem przechodziła obok. Bywało, że chciałem na nią zawołać, zatrzymać na moment, jednak brakowało mi odwagi. A skoro taka była ta moja miłość, to jak mogłem o niej rozmawiać z chłopakami przed Klubem?

I wcale nie była to Iwona. Ta druga miłość, dla której wstawałem codziennie, zupełnie mnie oszołomiła. To dla niej zacząłem czytać książki, dla niej chodziłem wieczorami nad jezioro, po lesie. Widziałem ją w szyszkach, w przelatujących ptakach. Dla niej stałem pod chórem i prosiłem Boga, by spowodował, żeby wreszcie na mnie spojrzała...
Niejednokrotnie, gdy siedziałem nad brzegiem jeziora na każdy szelest oglądałem się za siebie. Myślałem, że nadchodzi moja miłość, ale to zając jedynie przebiegł lub wiewiórka szukała czegoś wśród gałązek.

          Skoro niedostępna, obojętna i bezsłowna była moja miłość, to jak mogłem mówić o niej do kolegów? Żaden z nich chyba nie potrafiłby zrozumieć takiego zakochania. I chyba mieliby rację, bo dziewczyna, którą kochałem była tak inna od wszystkich, że nie do zrozumienia.
I może to przez nią właśnie jeszcze dziś wracam do dawnych, samotnych spacerów.
Być może jej zawdzięczam swoją subtelność i wrażliwość.

          Gdy dziś razem przemierzamy ścieżki niedaleko Łukty pytam ją czy to możliwe, że można znaleźć miłość jedyną, świętą?
Patrzy na mnie i milczy.
Jak kiedyś.

Stanisław Raginiak   

© Tekst jest chroniony prawem autorskim.
Zabrania się kopiowania i wykorzystywania w całości lub we fragmentach bez zgody autora.

© Ilustacje: Grzegorz Malinowski



komentarze (5) marix39: dziękuję za kolejne opowiadanie,może kiedyś powstanie z nich książka? dodaj komentarz autor:gres edycja:gres

23 Kwietnia 2011, godz: 12:23

Gdy myślę... Łukta (2)


Gdy myślę... Łukta (2)

Gdy myślę ŁUKTA… Dzisiejszą refleksję poświęcam okolicy mojej rodzinnej wsi, a konkretnie miejscowościom należącym do gminy. Zacznę od KOMOROWA, bo tam spędziłem pierwsze lata życia. Tu, po wojnie, zamieszkał mój ojciec razem z bratem Mieczysławem.

 
Komorowo… Ostatni raz odwiedziłem je rok temu, przeszedłem wzdłuż i wszerz, jak zawsze z kamerą. Filmowałem dawne miejsca, gdzie się bawiłem, biegałem po łąkach, kąpałem w rzece. Komorowo, to kiedyś i dziś jeszcze kilka indywidualnych gospodarstw rolnych. Część mieszkańców dawniej pracowała tu w „filii” pegeeru Ramoty Wielkie. W środku wsi jest wielki, pusty plac, nieco dalej dumnie stoi dworek, w którym przed wojną mieszkał dziedzic (jak w „Pałacu” Wiesława Myśliwskiego). Głucho i pusto w tej wsi. Czasem tylko pies jakiś zaszczeka, przejedzie samochód. W Komorowie do dziś mieszka moja stryjenka. Obok jej posesji znajduje się figurka Matki Boskiej, którą podobno postawił mój ojciec ze stryjem. Nie poznaję nielicznych, mijających mnie ludzi. Cóż, minęło ponad czterdzieści lat... Ale to nie jest takie ważne. Czas kosi wszystkich równo. („Kim ty jesteś, ja byłam. Kim ty będziesz, ja jestem”, spacerując po cmentarzu przeczytała kiedyś dziewczyna na tablicy ponad osiemdziesięcioletniej nieboszczki.) Istotne jest, że mogę chodzić po drogach, które niewiele się zmieniły od mojego dzieciństwa. Niektóre wcale. Czas nie zrobił na nich wrażenia. Z Komorowa pamiętam rodzinę Niedbalskich, Szelągów, Perzynów, Siemiątkowskich, Bralskich… Starszych już wezwał święty Piotr, a nieliczni młodzi, którzy zostali we wsi patrzą na mnie nieufnie, gdy tak idę z kamerą i czasami coś filmuję. Kiedyś, kilkaset metrów w stronę Łukty, tuż przy jeziorze, stał zakład przetwarzający bryły kredy na proszek. Materiał dowożono ze stacji Gamerki Wielkie. Ludzie z Komorowa   i okolicy mieli zatrudnienie. Teraz wszystko wygląda inaczej…

 

Ramoty Wielkie… Leżą niecałe dwa kilometry od Komorowa. Dawniej typowa pegeerowska wieś. Dziś już nie, bo po państwowych gospodarstwach rolnych zostały jedynie wspomnienia. W Ramotach pracowałem kilkanaście miesięcy w grupie budowlanej. O, o tej pracy mógłbym napisać książkę… Stawialiśmy obory, odnawialiśmy budynki, a latem nas budowlańców goniono na pole, trzeba było robić przy sianokosach, żniwach, wykopkach. Ramoty są większe od Komorowa, dwór po dziedzicu też mają bardziej okazały. Wieś miała dużą świetlicę, gdzie z kolegami z Łukty nieraz graliśmy na dożynkach lub ludowych zabawach. Jedne i drugie kończyły się często przed czasem, dochodziło do bójek i milicjanci z Łukty przerywali pląsy... Czasem tak dziwne (trudno trzymać się na nogach wypijając za dużo alkoholu), że pękałem ze śmiechu siedząc za perkusją. Młodzież (i nie tylko) z Ramot prowadziła od zawsze „wojnę” z Łuktą. Nie wiem skąd wzięła się ta lokalna nienawiść, ale  na pewno nie skłamię, jeśli powiem, że chyba jej początki sięgają lat powojennych. Jako wyrostka niejednokrotnie jedno mnie zastanawiało, dlaczego mimo iż chociaż chłopaków w Łukcie było więcej, często gęsto musieli salwować się ucieczką… przez pola. Chyba fizycznie nie dorównywali ramociakom. W tej wsi mieszkał mój przyjaciel Witek Matusiak, zmarł kilka lat temu. Odwiedziłem go kiedyś po trzydziestu latach. Popatrzył na mnie spod okularów i zaskoczony cicho powiedział: „Stasinek. Chyba nie może być…”. Później padliśmy sobie w ramiona. Jak to bywa, gdy po latach spotka się dwoje lubiących się ludzi… Witek ściskając mnie zgniótł mi okulary przeciwsłoneczne, które kupiłem dzień wcześniej. Nieprzydatne leżą do dziś w mojej szufladzie…

 

Dragolice… Dla mnie zawsze były to Draglice. Jednak okazuje się, że to pierwsza nazwa   jest właściwa. Chyba dwa domy na krzyż i pola, pola. Lubię tędy chodzić, bo zawsze można spotkać dziką zwierzynę, sfilmować ją. Nad niewielkim stawem stoi leśniczówka, w której dawno temu mieszkali Nowakowie. To tu telewizja polska nagrała film Baśka. Imieniem tym nazwany był dzik, który „zaprzyjaźnił” się z Nowakiem, leśniczym. Z Dragolic maszeruję zawsze w stronę Strzałkowa. Kilka lat temu szedłem tędy z dorosłą córką, w którymś momencie postanowiłem pójść na skróty i … (aż nie do wiary!) zabłądziliśmy!  Oj, nie popisałem się wtedy przed Elą. Wpadłem w panikę. Z trudem przebijaliśmy się przez chaszcze, pokaleczyliśmy sobie nogi (było lato, oboje wybraliśmy się w spodenkach). Makabra! W końcu wydostaliśmy się na pole podstrzałkowskie. Do dziś śni mi się ten   spacer, w którym zupełnie nie sprawdziłem się jako mazurski cicerone. Wstyd i hańba! W Dragolicach koło jednego z domów leżą wielkie kamienie. Zachęcam, żeby je zobaczyć. Ktoś się natrudził, żeby pozwozić głazy na posesję.

 

 
Strzałkowo… Długie, nijakie. Z tą wsią zawsze kojarzy mi się nazwisko Skinder. Z synem tych rolników chodziłem do szkoły. Nie pamiętam jak miał na imię. Jednak w pamięci zapadło mi jedno, że chłopak silny był jak tur! No i przerastał nas wszystkich o głowę. Baliśmy się go, jak diabeł święconej wody.


Strzałkowo zapomniane przez lata, ukryte pod lasem, ma przed sobą niezłą przyszłość. Z roku na rok do pobliskiego Markuszewa (rzut beretem), z pięknym jeziorem, przyjeżdża coraz więcej turystów.

 

Molza… O, o Molzie to mógłbym napisać książkę. Głównie dlatego, że z tej wsi pochodzi moja Żona. Tu spędzam najwięcej czasu, gdy przyjeżdżam na Mazury. W Molzę wrosłem   już na tyle, że jest ona dla mnie nie mniej ważna niż Łukta. Hm, a może już bardziej…  Molza to, podobnie jak Komorowo, kilka gospodarstw rolnych, Dom Pomocy Społecznej    (w tym budynku przez wiele lat mieściła się szkoła), dwa sklepy, i trochę zagubionej młodzieży, która nie ma się gdzie podziać, szczególnie wieczorami. To smutne, że w dużej   w końcu wsi nie ma najmniejszej sali, gdzie nastolatkowie mogliby chociażby posłuchać muzyki. Dla mnie jednak Molza to głównie pola i dookolne lasy, gdzie permanentnie spaceruję. To w tej wsi i w jej pobliżu umieściłem akcję kilku swoich opowiadań. Czyż mogło być inaczej…? Tuż za Molzą jest górka z której doskonale widać Łuktę, a przy dobrej pogodzie przez lornetkę zobaczyć można nawet Kozią Górę. Lubię przesiadywać w tym miejscu i patrzeć, patrzeć. I wspominać. Bo czas biegnie jakby coraz szybciej. Szkoda mi każdej odchodzącej wiosny, lata, jesieni, zimy... Molza to takie miejsce  na ziemi do którego wracam, by zapomnieć o codziennych sprawach. Tu rozmyślam nad różnymi sprawami. To tu wymyśliłem niejedną metaforę… „Moje dzieciństwo zostało za mną/za tym lub innym drzewem/Być może ze wzgórza jest sarną/płaczącą latem zielonym śniegiem”. To zaledwie kilka wersów wymyślonych na drogach i dróżkach okalających Molzę. 

 

 Wynki… Malutka, turystyczna wioska wśród lasów, z jeziorem pośrodku. Tu zjeżdża Warszawa. Przed tą wsią chyba najlepsza przyszłość. W Wynkach miałem kolegę Leszka, właściciela sklepu. Niestety zmarł kilka lat temu. Jednak jego imię dalej widnieje nad sklepowym szyldem. Czasami, gdy wyruszam na przechadzkę, z Molzy, idę przez Wynki  i dalej, do Worlin, a stąd do Łukty.

 

Worliny… Emocjonalnie odbieram je podobnie jak Tabórz. Ta wieś nigdy jakoś mnie nie interesowała. Zawsze miałem wrażenie, że mieszkają tam ludzie inni od tych z Łukty,  jakby bardziej zamknięci w sobie, milczący. Może się mylę. W każdym razie nic na to nie poradzę, że chociaż Worliny leżą nad przepięknym jeziorem Isąg, maszeruję przez nie żwawym krokiem, jakby ktoś mnie gonił… Pewnie w dzieciństwie musiało stać się ze mną coś niedobrego (może ktoś opowiedział coś złego o tej wsi?) i jakoś do dziś nie mogę przełamać wewnętrznej niechęci.


Worliny od kilku lat  mają nowoczesny hotel, ale to atrakcja głównie dla przyjezdnych i to  też tylko nielicznych, bo drogo tam, jak diabli. Byłem raz na kolacji i więcej nie pójdę. Konsumując z kolegą Grzegorzem (on był „sponsorem”), po chwili z przerażeniem zerknąłem na rachunek... Jedzenie jak jedzenie, żadna rewelacja, ale – pomyślałem – za połowę ceny kolacji mógłbym kupić ze cztery książki, grube i w znakomitej oprawie. O, na pewno nie dla poetów ta restauracja.

 

Tabórz… Wieś – podobnie jak Worliny – od zawsze trochę mi obca. Jakby nie była z łukciańskiej parafii. I chociaż często tam przechodzę (Sosna Taborska), odpoczywam nad jeziorem, to jakoś nieswojo tu się czuję. Jakby od tej wsi emanował chłód. Chociaż Tabórz  od Łukty leży raptem cztery kilometry, to my, łukcianie, rzadko tu zaglądaliśmy. Może dlatego, że mamy swoje jezioro Korwik (w slangu miejscowym Budka), że z przyczyn oczywistych nie musieliśmy szukać czegokolwiek w tej naprawdę uroczo położonej miejscowości. Tabórz dziś dla mnie to przede wszystkim były leśniczy Bogdan Milewski, z którym spotykam się kilka razy w roku. Przy kawie rozmawiamy o książkach (o, pan Bogdan ma ich bardzo dużo). Dyskutujemy o prozie min.: Wiesława Myśliwskiego,  Tadeusza Nowaka, Edwarda Redlińskiego, Mariana Pilota i Zygmunta Trziszki. Ale nie  tylko, sięgamy też do Augusta Strindberga, Gabriela G. Marquza.

 

Pelnik… Trochę skaczę geograficznie, ale nie w tym sedno mojej refleksji. W tej wsi bywam bardzo rzadko. I kiedyś i dziś. Pelnik położony vis a vis Worlin też ma to piękne jezioro   Isąg. Wieś letniskowa, trochę rolnicza. Kiedyś tętniło tu lokalne życie. Teraz (byłem tam w sierpniu) sporo turystów, grillowania, samochodów, krzyków. Jak dla mnie – za głośno, za tłoczno. Ale ziemia w Pelniku pod zabudowę droga, bo mieć domek nad Isągiem to naprawdę coś szczególnego.


Podobno w jeziorze zatopione są czołgi z ostatniej wojny. Zawsze zamierzam się zabrać za ich wydobycie, ale jak dotąd nie mam odpowiednich maszyn i urządzeń. Ciekawe czy to są rosyjskie Te-34 czy niemieckie Tygrysy?


Może dzięki stronie Grzegorza Malinowskiego któregoś roku skrzykniemy się wszyscy i zabierzemy się za wydobycie czołgów. Nawet gdybyśmy sprzedali jako złom, starczyłoby na niejedną kolację w restauracji w Worlinach. Że o łukciańskiej „Wileńskiej” nie wspomnę.


Florczaki… O tej miejscowości dziś napiszę krótko, ponieważ będzie ona wracała jeszcze wiele razy w moich wspomnieniach. Tam, w sali, która jest do dziś, dziesiątki razy graliśmy na zabawach. Tak, Florczaki to osobna, barwna retrospekcja… O samej tylko muzykalnej rodzinie Załęskich mógłbym (jak ja to często podkreślam) napisać książkę. Nawet dziś nie potrafię zliczyć florczakowskich zabawowych bójek (głównie z „bandytami” z Żabiego Rogu), walczyków czekoladowych (nieraz musieliśmy rzępolić godzinę, by organizatorzy sprzedali wszystkie gorzkie, mleczne i nadziewane). Do dziś nie mogę zapomnieć tańczącej młodzieży, gdy nasz zespół – nie wiem dlaczego o morskiej nazwie – „Posejdon” grał „Dominikę”, „67”, albo jakiś inny rytmiczny kawałek…

 
Przepraszam mieszkańców Mostkowa, Koziej Góry, Ględ, Kojd, Małych Ramot. Obiecuję, że w najbliższych refleksjach wspomnę o tych miejscowościach. Szczególnie o Koziej Górze, bo tam spotkało mnie kiedyś coś wyjątkowego...  

   Z pozdrowieniem,    
                                        Stanisław Raginiak   

 

© Tekst jest chroniony prawem autorskim.
Zabrania się kopiowania i wykorzystywania w całości lub we fragmentach bez zgody autora.

© Ilustacje: Grzegorz Malinowski




komentarze (8) obserwator: Ten Pan Skinder to gołymi rękoma walczył z dzikami (pokonał nie raz jak i dostał wielu ran) dodaj komentarz autor:gres edycja:gres

13 Kwietnia 2011, godz: 20:16

Rośnij razem z nami !!!


 

Głosowanie zostało zakończone!

Trwa weryfikacja oddanych głosów i obrady jury.
Wyniki konkursu opublikowane zostaną 20 kwietnia o godzinie 17.00

 Oddaj głos na Przedszkole w Łukcie !  

Wejdź i zagłosuj na projekt przedszkolaków z Łukty. Pomożesz wygrać wyposażenie placu zabaw. Nic nie kosztuje, a może wiele pomóc !

 

Z jednego adresu IP możesz zagłosować raz dziennie. Mile widziani sieciowi spryciarze na ruchomych modemach.


komentarze (8) miklaszewskam: Ogromne podziękowania dla tych, którzy wspierali nasze przedszkole oddając głosy na plakat. Tym razem pokonało nas Dobre Miasto.Liczymy na głosy w kolejnych konkursach. W imieniu wszystkich pracowników dziękujemy, że mogliśmy na was liczyć.
27 miejsce na ponad 500 przedszkoli to ogromny sukces nas wszystkich.
dodaj komentarz autor:gosiaq edycja:gres

13 Kwietnia 2011, godz: 11:48

Gdy myślę... Łukta (1)


Gdy myślę... Łukta (1) 

Gdy myślę ŁUKTA, przez przestrzeń minionych lat odnajduję w pamięci przede wszystkim to wszystko, co już dziś jest nieobecne podczas moich spacerów przez wieś i okolicę. Pisząc nieobecne mam na myśli przede wszystkim ludzi, domy, ścieżki i płoty.


Gdy myślę ŁUKTA, odnajduję w pamięci kilka nazwisk moich rówieśników, których niestety nie spotykam w mojej rodzinnej wsi. Niektórzy opuścili ją dawno temu, wyjechali, inni zmarli.


Pamiętam Edka Jaworskiego, chyba najzdolniejszego muzycznie chłopaka. Mieszkaliśmy po sąsiedzku. Dziś dom Jaworskich ( stoi po prawej stronie, za dawną agronomówką. Kto dziś z młodzieży wie, co to agronomówka? ) ma innego właściciela. To tam w jednym z pokoi odbywały się próby zespołu Posejdon, w którym przez kilkanaście lat grałem na perkusji. Na akordeonie wygrywał mój brat Andrzej, a na gitarach Edek i Witek Jaworscy. Muszę podkreślić, że nasza „kapela” nie była jedynym zespołem w Łukcie. Starsi od nas panowie Góralski, Majewski, Czapliński, Pyrzanowski i Szostak tworzyli Zgodę (co za piękna nazwa dla kłócących się często rodaków!). Góralski grał na skrzypcach, Majewski na saksofonie, Czapliński na werblu i czynelu (nazywał to perkusją…), Pyrzanowski na akordeonie, a Szostak na klarnecie. Konkurowaliśmy ze starszymi muzykantami, ale grania w Łukcie i okolicy starczało dla obu kapel.

 

Pamiętam Leszka Jakucia, najzdolniejszego piłkarza. Przez jakiś czas był nawet reprezentantem polskich juniorów. Ludowy Klub Sportowy z Łukty grał wtedy w klasie B. Z drużyną znad Łukcianki przegrywał nawet Sokół Ostróda. Trenerem-amatorem był Albert Łaszkowski, barwna postać Łukty. Z zawodu fryzjer, z zamiłowania klezmer (nikt tak nie  grał na dwóch łyżkach do zupy jak on). Często, nawet zapisałem to w jednym z wierszy, wspominam Adama Łaszkowskiego (syna Alberta, dziś mieszka w Małych Ramotach) i Zbyszka Sobolewskiego (niestety zmarł). Rok starsi ode mnie koledzy byli najlepszymi sprinterami. Wygrywali sześćdziesiątkę nawet z ostródziakami. W mojej pamięci często pojawia się Artur Barejko, dużo starszy ode mnie kolega też był świetnym piłkarzem. Wspólnie z Helmutem Popowskim tworzyli duet, którego bały się wszystkie drużyny. O tak, miała kiedyś Łukta prawdziwie zdolnych piłkarzy. I to swoich.

 

W mojej wsi był kiedyś duży dom kultury. W nim znajdowało się kino, kierownikiem był Nowakowski (przezywaliśmy go Bukiet, nie wiem dlaczego tak?) Była też sala, w której  naraz mogło tańczyć sto par. W latach 70-tych naczelnik Łukty kazał jednak zamknąć przybytek kultury, że niby budynkowi grozi katastrofa budowlana… Jeszcze stał zaplombowany kilka lat, a starsi i młodzież nie mieli gdzie się zabawić... Wypada mi wspomnieć o Ryśku Bereźnym, który pracował z Nowakowskim i jeździł furmanką do pobliskich wsi, gdzie z niewielkiego projektora wyświetlał filmy. Nazywało się to wtedy krzewieniem kultury na wsi.

 

Myślę, iż w miarę pisania moich refleksji na stronę Łukta City szerzej przypominał będę dawną rodzinną wieś. Tematów i wątków jest mnóstwo! Dziś to ledwie migawka, wycinek. Wierzę, że z czasem z moich wspomnień (mam nadzieję, że inni – obecni i dawni – mieszkańcy Łukty siądą do komputera i też coś napiszą na portal Grzegorza Malinowskiego) powstanie mała historia naszej wsi i okolicy. Będzie mi niezmiernie miło, jeśli mój pomysł pisania o dawnej Łukcie zostanie zaakceptowany i zachęci do dzielenia się własnymi przeżyciami, reminiscencjami. Serdecznie do tego zachęcam.

 

Grzegorz Malinowski przez swoją komputerową fachowość i pasję robi coś dobrego dla Łukty, jej mieszkańców. Należy wspierać poczynania młodych i ambitnych osób!

 

Ze swej strony dołożę wszelkich starań, aby to, co będę pisał do Łukta City było ciekawe i ważne dla mieszkańców mazurskiej wsi. Ale nie tylko. Nie wątpię, że przez przybliżanie spraw związanych z Łuktą zainteresujemy tą częścią Polski także tych, którzy dotąd nie słyszeli o tej malowniczo położonej miejscowości.

 

I na koniec: moje wspomnienia, refleksje będę przesyłał na portal Grzegorza raz na dwa tygodnie.


Pozdrawiam mieszkańców Łukty i okolicy.
Stanisław Raginiak, Grudziądz 
 

© Tekst jest chroniony prawem autorskim.
Zabrania się kopiowania i wykorzystywania w całości lub we fragmentach bez zgody autora.
©
Ilustacje: Grzegorz Malinowski



komentarze (3) malina: Przyjemnie się czyta takie teksty, zwłaszcza, że jest kilka słów o rodzinie:)
Po przeczytaniu, pobiegłam od razu do mamy i podpytałam o jeszcze więcej:) pozdrawiam
dodaj komentarz autor:gres edycja:gres

12 Kwietnia 2011, godz: 19:17

Refleksje Stanisława Raginiaka


 

 

Drodzy mieszkańcy naszej gminy.


          Już za chwilę ruszy cykl refleksji i wspomnień na temat naszej gminy Łukta. Autorem tekstów będzie sam Stanisław Raginiak! Specjalnie dla Łukta-City i oczywiście dla Was drodzy internauci, podzieli się swoimi przemyśleniami o dawnej Łukcie, o ludziach tu mieszkających oraz o innych okolicznych wsiach (od Taborza po Kozią Górę, od Pelnika po Florczaki). Teksty będą ukazywały się co dwa tygodnie.


           Z tego co mi wiadomo, w tekstach odnajdziecie znajome miejsca i osoby. Co ciekawe, Autor w swoich wspomnieniach siegnie również czasów teraźniejszych. Zapowiada się zatem niezwykle ciekawy cykl, do czytania którego gorąco zachęcam! Pierwsza część o tytule "Gdy myślę Łukta..." ukaże się już jutro 13 kwietnia 2011r!



komentarze (0) Brak dodaj komentarz autor:gres edycja:gres

5 Kwietnia 2011, godz: 16:18

"Żona na niby"


 

 

 

Wyjazd do kina "HELIOS" do Olsztyna

na film "Żona na niby" (z napisami)

w dniu 07.04.2011 r.

Cena biletu wraz z transportem 24 zł (17 zł cena biletu + 7 zł transport)

Seans o godz. 19.oo !

Zgłoszenia do 06.04.2011 r.

Kontakt u Ewy Czaplejewicz lub w sekretariacie w Urzędzie Gminy

tel. 604 212 763 lub 89 647 50 70.


komentarze (0) Brak dodaj komentarz autor:gosiaq

4 Kwietnia 2011, godz: 20:03

Ochotnicza Straż Pożarna Łukta


Uwaga !

 

Poszukuję chętnych dziewczyn do wzięcia udziału w Zawodach Ochotniczej Staży Pożarnej! Niestety nasze wcześniejsze zawodniczki "się wykruszyły", a do Międzynarodowego Święta Strażaka niedaleko...

 

chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat? napisz! lukta-city@wp.pl !

a na pewno odpowiem na każde Twoje pytanie!


komentarze (15) nataliaxd: Wiadomo już coś o treningach ? dodaj komentarz autor:gosiaq

29 Marca 2011, godz: 12:07

I moto PIKNIK Łukta 2011


Przewidywana pogoda na 2 kwietnia według:
twojaPogoda.pl:
pogoda.onet.pl:
pogoda.wp.pl

Jeszcze takie małe info odnośnie organizatorów i ich koszulek:

Koszulki będą białe, a nie czarne tak jak wstępnie planowano

 


komentarze (16) gosiaq: oby więcej takich imprez :):):) dodaj komentarz autor:gres edycja:gres

25 Marca 2011, godz: 12:49

Maryla Rodowicz


 

MARYLA RODOWICZ W OLSZTYNIE!

 

 

Kiedy? 2011-04-14 godzina 19:00
Do kiedy? 2011-04-14
Za ile? 70 pln
Bilety kup bilet w eBilet.pl
  kup bilet w Ticketpro.pl
Gdzie? Hala Urania Olsztyn

komentarze (0) Brak dodaj komentarz autor:gosiaq edycja:gosiaq

24 Marca 2011, godz: 18:57

"Diabelskie Podszepty"


W dniu 26.03.2011 r. o godz. 19:30 na sali rehabilitacyjno-sportowej odbędzie się spektakl teatralny:

DIABELSKIE PODSZEPTY !


komentarze (2) gres: Na Łukcie pojawiły się nowe plakaty zapraszające na przedstawienie 9 kwietnia dodaj komentarz autor:gosiaq edycja:gres

24 Marca 2011, godz: 17:29

I moto PIKNIK Łukta 2011


 

Przedstawiamy Wam projekt koszulki, jaką prawdopodobnie będą mieli organizatorzy "PIKNIKU".

Więcej szczegółowych informacji o koszulkach (możliwości ich nabycia) jak i samym "pikniku" już wkrótce!


komentarze (2) reeder: Jest to nasz grupa motoryzacyjna coś takiego jak Squad olsztyn lub motobracia. Nazwę mamy inną niż wszyscy "Zajechani" to jest właśnie nasza grupa. A stronka na razie została wykupiona i na początku kwietnia zacznie działać (tworzy się) a tam będą zamieszczone wszystkie wiadomości o imprezach moto - wyjazdach - wycieczek motoryzacyjnych zdjęcia oraz filmy. dodaj komentarz autor:gres edycja:gres

18 Marca 2011, godz: 07:43

Jonkowo: bitwa Napoleona z Rosjanami


 

Jonkowo: bitwa Napoleona z Rosjanami już 19 marca

 

 

19 marca 2011 roku  - Jonkowo inscenizacja bitwy z 1807 roku.

Program:
19 marca 2011 (sobota)
godz. 10 - 17 - wystawa eksponatów w Domu Strażaka (ul. Lipowa 2)
godz. 12 - 14 - budowa i zwiedzanie obozu wojskowego (ul. Leśna)
godz. 14.45 - 15 - wymarsz kolumny wojskowej spod Domu Strażaka
godz. 15 - 15.15 - uroczyste powitanie uczestników i gości na Placu 650-lecia Jonkowa
godz. 15.15 – 15.30 - przemarsz kolumny wojskowej oraz widzów na miejsce inscenizacji (ul. Leśna)
godz. 15.30 - 16.30 - inscenizacja walk wojsk rosyjsko-pruskich z francuskimi
godz. 16.30 - "Wystrzałowa Marzanna" - powitanie wiosny z Napoleonem
godz. 16.45 - początek biesiady napoleońskiej
ok. godz. 18.45 - pokaz fajerwerków

20 marca 2011 (niedziela)
godz. 11 - 13.30 - IV Zawody Strzeleckie z broni czarnoprochowej (strzelnica Warmińskiego Klubu Strzeleckiego w Mątkach)

 



komentarze (0) Brak dodaj komentarz autor:reeder

15 Marca 2011, godz: 19:39

Rozpoczęcie sezonu moto-quado-skuterowego 2011


 

ROZPOCZĘCIE SEZONU MOTO-QUADO-SKUTEROWEGO 2011

 


 

POPRAWIAJĄCA SIĘ WCIĄŻ POGODA, WCIĄŻ WZRASTAJĄCA TEMERATURA, SUCHE NAWIERZCHNIE DRÓG , I PIĘKNE UDERZAJĄCE PO TWARZY SŁONECZKO MÓWI NAM JEDNO .... OTWARCIE SEZONU MOTOCYKLOWEGO NADCIĄGA. KAŻDY Z NAS PEWNIE POSIADAJĄCY JAKIKOLWIEK MOTOR JUŻ POSTANOWIŁ GO ODKURZYĆ I CHOĆ NA CHWILĘ ODPALIĆ... ACH TEN DZWIĘK I ZAPACH UNOSZĄCYCH SIĘ SPALIN ;p. ALE SATYSFAKCJA Z JAZDY I BANAN NA TWARZY (DLA NIEKUMAJĄCYCH UŚMIECH) TO NIE WSZYSTKO CO MOŻE NAS CZEKAĆ NA DRODZE. PRZYPOMINAM O ROZWAŻNEJ JEŹDZIE I OSWAJANIU SIĘ ZE SWOJĄ MASZYNĄ PO DOŚĆ DŁUGIM OKRESIE PRZERWY. PAMIĘTAJCIE ŻE ŻYCIE I ZDROWIE JEST NAJWAŻNIEJSZE A POPISÓWKI MOŻNA ROBIĆ JAK JUŻ OSWOISZ SIĘ Z MYŚLĄ ŻE NIE ZOBACZYSZ JUŻ RODZINY ( TAKI CZARNY ŻARCIK). TAK WIĘC ODPALAJCIE SPRZĘTY KOLEDZY BO SEZON JUŻ MOŻNA POWIEDZIEĆ ŻE SIĘ ZACZĄŁ.

"ROZGLĄDAJCIE SIĘ BO MOTORY SĄ WSZĘDZIE" 

 

 

TAK NA ZAKOŃCZENIE MOICH SMENTÓW CHCIAŁBYM ZORGANIZOWAĆ W PIERWSZY WEKKEND KWIETNIA JAKIEŚ OFICJALNE OTWARCIE SEZONU DLA MOTO-WARIATÓW Z GMINY ŁUKTA. MOŻNA BY ZORGANIZOWAC JAKĄŚ PARADĘ I ZAKOŃCZYĆ TO NA DZIAŁECZCE U KOGOŚ (NAWET U MNIE NAD JEZIOREM) LUB NAD JEZIOREM W ŁUKCIE. OCZYWISCIE MILE WIDZIANY KAŻDY SPRZĘT OD ŚCIGACZA,QUADA,SKUTERA DO WIĘKSZYCH EMERYTÓW, JAWY, STAREGO KOMARKA... OCZYWIŚCIE OSOBY NIE POSIADAJĄCE SPRZĘTU TEŻ MILE WIDZIANE.

PLAN BYŁ BY REALIZOWANY PO ZAPISIE WSZYSTKICH CHĘTNYCH DO 30 MARCA. PO TYM OKRESIE CAŁY PLAN ORGANIZACYJNY PODANY BYŁBY NA STORNIE ŁUKTA - CITY.

TAK WIĘC ZAPRASZAM DO KOMENTARZY ......( MOŻE JAKIEŚ POMYSŁY JAK TAKI DZIEŃ SPĘDZIĆ)

 

        

                                          


komentarze (21) kasa: Kosa będzie na hayabusie 25cm3 4KM dodaj komentarz autor:reeder edycja:gres

8 Marca 2011, godz: 10:58

Dzień Kobiet


 

8 marca

"Dzień Kobiet, Dzień Kobiet, niech każdy się dowie,
że dzisiaj jest święto dziewczynek,
Uśmiechy są dla nich, zabawa i taniec
piosenka z radia popłynie!"

(pamiętam tą piosenkę jeszcze z zerówki!)

 

 

Wszystkim Kobietom składamy najserdeczniejsze życzenia z okazji Ich święta!


Niesiemy kwiaty...
Ryszard Przymus
Niesiemy dziś kwiaty do każdego domu,
niesiemy życzenia, podziękowania...
W każdym bukiecie wyrazy
wdzięczności, szacunku, uznania.
Im, Kobietom Całego Świata,
Dziewczętom ze wszystkich stron
za Ich serca, umysły! Za trud Ich rąk...


 


komentarze (2) gosiaq: dzięki :) dodaj komentarz autor:gres

3 Marca 2011, godz: 18:43

Konkurs 5


 

 

Konkurs 5

Zagadka - 3 słowa!


Konkurs nr 5 przybrał inną formę niż dotychczasowe. Jednak tematyka istotnie się nie zmieniła. Pytania (w tym przypadku zagadki) nadal dotyczą naszej gminy i jej historii. Jednak tym razem nie trzeba znać faktów. Każdy osoba, nawet nie interesująca się historią powinna poradzić sobie z nowym zadaniem! Liczą się spryt, szybkość oraz umiejętność wyszukiwania informacji w sieci! Trudność zagadek jest (myślę) na średnim poziomie. Jeśli pojawią się problemy, o podpowiedź możecie prosić w komentarzach do artykułu. Mam nadzieję, że docenicie mój trud i chociaż spróbujecie wziąć udział w konkursie :)

 

Kolejną nowością jest to, że odpowiedzi przesyłacie na adres e-mail: lukta-city@wp.pl

Dzięki temu 3 pierwsze osoby otrzymają nagrodę!

Sponsorem nagród w postaci książek Łukta 1945-1970, jest oczywiście autor, Pan Marian Jaworski.

Zwycięzców będę ogłaszał w komentarzach do konkursu!

Tyle słowem wstępu.

 

Konkurs Został zakończony

zwycięzcy:

1. central

2. malina

3. hunnybunny

 

Gratulujemy!


Poprawne odpowiedzi to:

słowo pierwsze: korroeck (dopuszczalne również Korwik, jez. Korwackie)

słowo drugie: zmartwychwstanie

słowo trzecie: kochówka

 


Poniżej przedstawiamy Wam pierwszą część zagadki.

Słowo 1 (nazwa obiektu): Z tabelki należy odgadnąć (ułożyć) ośmioliterowy wyraz czytany od góry do dołu).Wyraz ten to dawna niemiecka nazwa obiektu naturalnego znajdującego się niedaleko Łukty!

Jak się do tego zabrać? W tabelce są podpowiedzi. Co oznaczają te niemieckie wyrazy, PL oraz poszczególne cyfry?

Ha! To właśniej jest wasze zadanie. Sami musicie rozszyfrować.

 

edit: Podpowiedź- Cyfry wskazują na litery

PL - międzynarodowe oznaczenie kraju (tu język)

 

Jeśli ułożysz wyraz, w pasku przeglądarki wpisz: www.lukta-city.pl/ułożony_wyraz (Oczywiście "ułożony_wyraz" to odgadnięte słowo z tabelki.). Jeśli to prawidłowy wyraz zobaczysz stronę z dalszą częścią konkursu. Jeśli nie, cóż... prawdopodobnie Error 404.

 

 

Oto tabelka:

Locken PL 3
Schönhausen PL 2
Ramten PL 1
Kammersdorf PL 5
Eckersdorf PL 3
Pulfnick PL 2
Neumannsruh PL 5
Katzendorf PL 1

 

Wszystkie trzy odpowiedzi należy przesyłać na adres lukta-city@wp.pl 

w następującej formie:


tytuł wiadomości: konkurs 5,

w treści: zagadka 1: nazwa z zagadki pierwszej,

zagadka 2: słowo drugie,

zagadka 3: słowo trzecie.

Podpis: login z łukta-city

 

Powodzenia!!!

 

Uwaga od moderatorów: Moderatorzy mogą brać udział w konkursie, z tym, że tylko pierwszy z nich otrzyma nagrodę w przypadku gdy będzie więcej prawidłowych odpowiedzi.



komentarze (15) hunnybunny: Nagroda dotarła, dziękuję :) dodaj komentarz autor:gres edycja:gres

                                      
                                      
                          

 


copyright © lukta-city.pl
autor: Grzegorz Malinowski