login:

hasło:

zaloguj   |   rejestracja


Dostępna jest retransmisja z XXXVII Sesji Rady Gminy Łukta z 30 czerwca link



1 Sierpnia 2017, godz: 08:42

Gdy myślę... Łukta (20). Odnowienie kościoła


Odnowienie kościoła


     Moje spotkania z księdzem proboszczem Jerzym Malewickim trwają już prawie trzy lata. Oczywiście są sporadyczne i najczęściej – jak to się mówi kolokwialnie – z marszu. Bo przecież nie bywam w rodzinnych stronach co tydzień, a wyjazd z Grudziądza nie zawsze mogę wcześniej zaplanować, chociażby z przyczyn zawodowo-literackich. Naturalnie wiosną i latem częściej zaglądam do gminy Łukta, aniżeli jesienią i zimą.
     Jakoś nie mogę sobie przypomnieć jak doszło do naszego pierwszego spotkania. Pewnie to był przypadek, a może… zrządzenie losu, jak ten felieton, o którym jeszcze tydzień temu w ogóle nie myślałem, a tu raptem…
     Zanim zdradzę główny powód dzisiejszego pisania, powtórzę generalnie znane wszystkim zdanie, że w życiu nie ma przypadków. Oto kolejny felieton ukazuje się na kilka tygodni przed odpustem w parafii p.w. Matki Boskiej Częstochowskiej. Parafialne święto będzie miało miejsce 26 sierpnia, suma o godz. 12:00, a po niej koncert zespołu poezji śpiewanej Laudas. Posłuchamy utworów do wierszy świętego Jana Pawła II i księdza Jana Twardowskiego.
     No, a teraz czas najwyższy zdradzić źródło, pretekst, asumpt (jak kto woli…) do napisania tego felietonu. Pewnie ci, którzy od lat czytają moje „historyjki” na portalu Grzegorza Malinowskiego, w tym momencie zaczynają wietrzyć jakąś skromniutką sensację. Nic z tego.
     Gdy w sobotę 28 lipca przy kawie rozmawiałem z proboszczem na plebanii, ni stąd ni zowąd napomknąłem o odnowie kościoła. Że bardzo się cieszę z tego powodu, bo czas po temu był chyba najwyższy. Chyba każdy parafianin od lat zauważał, że ten Dom Boży wymaga technicznej naprawy. I tak się stało.

      Nawet poszliśmy z kapłanem do kościoła, chciałem rzucić okiem na prace remontowe, zobaczyć jak znikają ze ścian postacie świętych, jak do historii przechodzą najróżniejsze plastyczne rozwiązania. Tydzień, dwa i kościół będzie inny, piękniejszy i czyściejszy. A remont ścian i sufitu współgrać będzie z nowymi ławkami.
     Dla kogoś, kto nie ma wrażliwej duszy, remont Domu Bożego jest jakby naturalnym wydarzeniem. Jednak nie dla mnie.
     Przez chwilę patrzyłem spod chóru w stronę ołtarza…
     Wiedziałem, że nowa farba zakryje coś, co jest dla mnie ważne. Przecież przyzwyczaiłem się do świętych postaci, barwnych kwadratów na suficie, a nawet pewnej szarości, która przez upływający czas brała we władanie wnętrze świątyni.
     Proboszcz powiedział, że ostatni remont był w latach dziewięćdziesiątych. Jakoś tego
nie pamiętam.
     Siedząc w ławce i czekając na rozpoczęcie mszy w ostatnią niedzielę minionego już lipca, odniosłem wrażenie, że wszystko co widzę na ścianach i suficie jest tu od zawsze, od mojego dzieciństwa, a bardziej może od wczesnej młodości.
     Kościół w Łukcie jest dla mnie ważny i potrzebny mi. Tu przystąpiłem do komunii świętej, tu byłem bierzmowany, tu ślubowałem.
     W tym kościele, jako chłopak i młodzieniec stałem przy grobie Chrystusa w Wielkanoc. Przez kilka godzin raz w roku byłem… strażakiem, a właściwie to STRAŻNIKIEM PANA JEZUSA. I pamiętam, że kiedyś podczas tej jakże ważnej adoracji pomyślałem sobie tak: Panie Jezu, ja Ciebie pilnuję dziś, a Ty pilnuj mnie przez całe życie.
     Stojąc wtedy z toporkiem i w hełmie na głowie zastanawiałem się, czy aby nie zgrzeszyłem w noc poprzedzającą Zmartwychwstanie Pana Jezusa.
     Nie mogąc sobie poradzić z myślami, o tym swoim zdaniu powiedziałem ojcu, który był bardzo religijny. Tato długo mi się przyglądał, a w końcu powiedział, że byłem zbyt śmiały w swoich rozmyślaniach. – Jednak – dodał – Pan Bóg lubi odważnych, bo to przecież przede wszystkim oni czynią świat lepszym, zmieniają go. Synu, najważniejsze jest to, aby odwaga szła w parze z rozsądkiem – zakończył.
     Nie od razu go zrozumiałem, bo byłem zbyt młody. Jednak na tyle byłem już oczytany, że w końcu po kilku tygodniach dotarły do mnie słowa taty.
     W ostatnią niedzielę lipca stałem obok księdza Jerzego i przez chwilę patrzyłem spod
chóru w stronę ołtarza…
     Pomyślałem, że kiedy teraz przyjdę do kościoła, będzie już inny. Zamalowanych zostanie wiele lat nie tylko moich modlitw w tej świątyni, ale także wspomnień. Bo farby często są dla mnie utrapieniem, nie lubię remontów, wszak zabierają mi coś, do czego się przyzwyczaiłem.
     Gdy tak patrzyłem w stronę ołtarza pomyślałem w końcu, że nie powinienem być smutny. Miesiąc, dwa i przywyknę do nowej barwy, jasnej, jak usłyszałem od proboszcza.
     A kiedy przyjdę na mszę i dyskretnie rozejrzę się dokoła, to pewnie kolejny raz pomyślę o moim najlepszym koledze z Łukty, Edku Jaworskim, który w wieku piętnastu lat pięknie grał w tym kościele na organach. Mówiono o nim, że to wielki muzyczny talent. Niewielu miejscowych tak myślało, ale chyba mieli rację.
     Ten wielki talent Edka musiał chyba też zauważyć sam Pan Bóg, bo tak szybko zabrał do nieba mojego przyjaciela, że nawet nie zdążyłem się z nim pożegnać. A zawsze obiecaliśmy sobie z Edkiem, że kto jak kto, ale my dwaj z Łukty to zawsze znajdziemy czas na ewentualne pożegnanie. – Nawet, gdyby któryś z nas miał iść na koniec świata – mówił
mój najlepszy kolega, pochowany w Łukcie na cmentarzu w 1970 roku.
     –
     Po chwili opuściliśmy z proboszczem kościół.
     Dochodząc do plebanii czułem, że dziś już niewiele słów mam do powiedzenia księdzu Jerzemu.

     Chyba coś dostrzegł w moje twarzy, bo rzekł: – Coś pan posmutniał, panie Stanisławie.

Stanisław Raginiak – RAS

© Tekst jest chroniony prawem autorskim.
Zabrania się kopiowania i wykorzystywania w całości lub we fragmentach bez zgody autora



autor:gres edycja:gres wyświetleń: 317

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany!


komentarze:

Artykuł nie został jeszcze skomentowany.

 


copyright © lukta-city.pl
autor: Grzegorz Malinowski