login:

hasło:

zaloguj   |   rejestracja


Zapraszamy do galerii zdjęć "Łukta Dawniej".



7 Maja 2011, godz: 09:22

Gdy myślę... Łukta (3)


Gdy myślę... Łukta (3)

          Maj… a zatem dziś o MIŁOŚCI.  O uczuciu, które często pojawia się w mgnieniu oka i – co ciekawe – czasem jest tak silne, że łączy dwoje ludzi na resztę życia.

          O, nieraz w latach 60-tych staliśmy do późnego wieczora przed Klubem Rolnika (mieścił się w tym samym budynku, co mieszkanie Iżykowskich), i często nieporadnie rozmawialiśmy o tym, jak to jesteśmy zakochani. Mieliśmy wtedy po 16-18 lat.

          W opowieściach o miłości, jak to zazwyczaj bywa, brylują przeważnie ci, którzy tak naprawdę nic o niej nie wiedzą, nie byli naprawę zakochani. Podobno ci, których ona pierwszy raz weźmie w swoje ramiona m i l c z ą. W milczeniu jest ból. Człowiek zakochany bez pamięci chciałby każdą chwilę spędzić z najważniejszą dla niego osobą. A przecież jest to niemożliwe. Tym bardziej wtedy, gdy się ma naście lat, gdy rodzice pilnują swoją córkę (nie umiem sobie wytłumaczyć, dlaczego panienki – chyba od zawsze – są solą  w oku matki i ojca?). Notabene, piszę o późnych latach 60-tych, wtedy wieś była zupełnie inna od dzisiejszej, bardziej konserwatywna, zacofana. Pełnoletnia lecz niepoślubiona dziewczyna w ciąży była napiętnowana, wyśmiewana, wyszydzana, wytykana palcem. Fakt ten był bardzo trudny do udźwignięcia   nie tylko przez zakochanych, ale także ich rodziców. Za moich młodzieńczych lat w Łukcie doszło do dwóch samobójstw chłopaków, nie dali sobie rady z presją najbliższych i środowiska. Smutne ale prawdziwe.

          Dziś, jak słyszę i czytam, 16-latka w ciąży to żadne zaskoczenie dla większości. Może dlatego, że świat schodzi na psy, prymitywnieje. Coraz mniej w nim zdrowego rozsądku, perspektywicznego myślenia.

          Wróćmy jednak do wieczorów sprzed Klubu Rolnika. Najwięcej do powiedzenia o miłości miał Heniek J. (pozwolę sobie nie zdradzać nazwisk moich „bohaterów”, bo jeszcze niektórzy żyją i mogą spuścić mi lanie w środku Łukty). Heniek z każdej zabawy w Łukcie lub pobliskiej wsi wracał zakochany. Co potańcówka, to on tracił serce dla kolejnej. Zapytałem go raz:
          – Twoja miłość trwa tylko tydzień?
          Odpowiedział: – Siedem dni to i tak za dużo.
Kiwałem głową ze zdziwieniem, bo kompletnie go nie rozumiałem. Gdy ja zakochałem się   w siódmej klasie w starszej o dwa lata Iwonie, to jeszcze przed pójściem do wojska była dla mnie tą jedną jedyną. Szkoda tylko, że nigdy jej o tym nie powiedziałem. Owszem, raz napisałem list, wyznałem jak bardzo ją kocham. Czerwoną kredką podkreśliłem zdanie, że jak dorosnę to się z nią ożenię. Nie wiem skąd się dowiedziała, że to był list ode mnie. Po kilku dniach podeszła do mnie po mszy i rzuciła mi w twarz:

          – Jak już wyznajesz miłość, to chociaż nie rób błędów ortograficznych! A w ogóle to jesteś dla mnie za smarkaty!
Parsknęła śmiechem i wziąwszy koleżankę pod rękę oddaliła się śpiesznie. Stałem jak skamieniały. Na drugi dzień kupiłem słownik ortograficzny, uczyłem się poprawnej pisowni (w szkole trochę za mało od nas wymagano), i dalej kochałem… Gdy wróciłem z wojska Iwona była już mężatką i miała dziecko z chłopakiem z Taborza.

          Heniek, jak to z czasem zauważyłem, zmyślał te swoje miłości. Bo przecież niemożliwe było, żeby co tydzień oddawał serce innej. Kiedyś nawet postanowiłem śledzić  go na zabawie i zobaczyć jego kolejną wybrankę. I co się okazało? Potańcówka rozpoczęła się o dwudziestej, a już godzinę później kolega leżał pijany pod stołem, zmogło go wino zwane w tamtych czasach Patykiem pisane, Uśmiechem traktorzysty lub Czarem pegeeru. Nazajutrz z premedytacją zapytałem Heńka czy znowu się zakochał?
          – A jakże! Teraz poderwałem Magdę z Żabiego Rogu, była najpiękniejsza na zabawie!
          – Lejesz wodę! – nie wytrzymałem. – Przecież leżałeś pod stołem… – Zarumienił się. I, jak pamiętam, nigdy już w mojej obecności nie opowiadał o swoich amorach.

          Kolejnym Casanową z Łukty był Darek. Ten to przynajmniej miał argument, gdy opowiadał o kolejnej poderwanej dziewczynie. Tym argumentem był… motocykl WSK, marny, pordzewiały, ale jak się go popchało kilkadziesiąt metrów to zapalił. Dziewczyny ustawiały się w kolejce, żeby tylko Darek je przewiózł, choćby kawałek, choćby od klubu do cmentarza i z powrotem. Wkurzało mnie to, bo przecież każdy by się domyślił, że te wszystkie Krystyny, Hanki, Teresy, Marie i Wandy leciały na motocykl, a nie na kolegę, który według mnie był brzydki jak noc listopadowa. Co by jednak nie napisać, Darek miał w kim przebierać. Ba, nawet całusa brał za kurs. Ale w życiu wszystko bywa do czasu. Któregoś dnia kolega chciał się popisać przed jedną z dziewczyn, wyjeżdżając ostro z zakrętu w środku wsi uderzył w krowę Kruta (mieszkał w tym samym budynku, gdzie dziś mieści się plebania). Milicjant Garbacz zabrał mu wueskę, a Krut oddał sprawę do sądu.

          Staliśmy całymi wieczorami przed Klubem Rolnika. Jeden przez drugiego chwalił  się, że ta lub inna zwariowała na jego punkcie… Ja rzadko zabierałem głos, bo już wtedy uważałem, że o miłości nie należy mówić głośno.  A najlepiej wcale. Lepiej będąc zakochanym iść nad jezioro albo do lasu i tam o niej rozmyślać. Już wtedy docierało do  mnie, że człowiek przez miłość cierpi. Szczególnie przez taką, która jest w sercu a nie idzie obok. Nie śmieje się. Nie wypowie słowa. Jest zawsze daleko. Jest nieosiągalna. Chodzi po Łukcie, ma długie włosy, ale nie patrzy na mnie. Jestem jej obojętny. Straszna jest taka miłość.

          To jak mogłem stojąc przed Klubem Rolnika powiedzieć kolegom o niej? Tym bardziej, że ich zakochanie było często prawdziwe. Szli z dziewczynami na łąki po kwiaty. Kąpali się razem w jeziorze. Nawet krowy paśli razem. A ja chociaż kochałem, bałem się tej swojej miłości, która miała długie włosy, ciemne oczy i czasem przechodziła obok. Bywało, że chciałem na nią zawołać, zatrzymać na moment, jednak brakowało mi odwagi. A skoro taka była ta moja miłość, to jak mogłem o niej rozmawiać z chłopakami przed Klubem?

I wcale nie była to Iwona. Ta druga miłość, dla której wstawałem codziennie, zupełnie mnie oszołomiła. To dla niej zacząłem czytać książki, dla niej chodziłem wieczorami nad jezioro, po lesie. Widziałem ją w szyszkach, w przelatujących ptakach. Dla niej stałem pod chórem i prosiłem Boga, by spowodował, żeby wreszcie na mnie spojrzała...
Niejednokrotnie, gdy siedziałem nad brzegiem jeziora na każdy szelest oglądałem się za siebie. Myślałem, że nadchodzi moja miłość, ale to zając jedynie przebiegł lub wiewiórka szukała czegoś wśród gałązek.

          Skoro niedostępna, obojętna i bezsłowna była moja miłość, to jak mogłem mówić o niej do kolegów? Żaden z nich chyba nie potrafiłby zrozumieć takiego zakochania. I chyba mieliby rację, bo dziewczyna, którą kochałem była tak inna od wszystkich, że nie do zrozumienia.
I może to przez nią właśnie jeszcze dziś wracam do dawnych, samotnych spacerów.
Być może jej zawdzięczam swoją subtelność i wrażliwość.

          Gdy dziś razem przemierzamy ścieżki niedaleko Łukty pytam ją czy to możliwe, że można znaleźć miłość jedyną, świętą?
Patrzy na mnie i milczy.
Jak kiedyś.

Stanisław Raginiak   

© Tekst jest chroniony prawem autorskim.
Zabrania się kopiowania i wykorzystywania w całości lub we fragmentach bez zgody autora.

© Ilustacje: Grzegorz Malinowski



autor:gres edycja:gres wyświetleń: 2080

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany!


komentarze:


status: UŻYTKOWNIK przeciętny +

7 Maja 2011, godz: 09:43

+ 0 - 0

Uwielbiam takie kawałki, przeczytałam jednym tchem :) Najlepsze są fragmenty o amantach z lat 60, zaraz kojarzą mi się z Leszkiem i jego kolegami z "Daleko od szosy"- uroczy film. Oprócz tego miłość romantyczna, prawie jak u Wertera, tylko ze szczęśliwym zakończeniem. Czekam na więcej :)



status: MODERATOR super +

7 Maja 2011, godz: 10:40

+ 0 - 0

Piękne słowa o miłości...



status: UŻYTKOWNIK śmiały +

10 Maja 2011, godz: 21:25

+ 0 - 0

Piękna opowieść. Miłość zawsze była taka sama.
Tylko okazywana jest w różny sposób, nie można określić w jaki dokładnie, każdy przeżywa to niezwykłe uczucie sam w sobie, odmiennie.



status: UŻYTKOWNIK dobry

14 Maja 2011, godz: 00:51

+ 0 - 0

2 część zdecydowanie lepsza, podobne historie o miłości to i obecnie się dzieją, ale każdy zachowuje je dla siebie



status: UŻYTKOWNIK śmiały +

20 Maja 2011, godz: 06:16

+ 0 - 0

dziękuję za kolejne opowiadanie,może kiedyś powstanie z nich książka?


 


copyright © lukta-city.pl
autor: Grzegorz Malinowski