login:

hasło:

zaloguj   |   rejestracja


Zapraszamy do galerii zdjęć "Łukta Dawniej".



2 Lipca 2011, godz: 09:02

Gdy myślę... Łukta (7) - Trzy letnie obrazki



Gdy myślę… Łukta (7)
Trzy letnie obrazki

          Pierwszy, drogowy: z kosą i sekatorem (i pomocą jednej pani) w samo południe w sobotę 26 czerwca ruszyłem na obrzeża Molzy. Postanowiłem wykosić, zlikwidować chaszcze ograniczające widoczność kierowcom. Najpierw zabraliśmy się za koszenie i wycinanie krzaków przy drodze dochodzącej do ostródzkiej trasy. Miałem (mieliśmy) zamiar zrobić to już wcześniej, bo wyjeżdżając z tej wsi trudno bezpiecznie (chwasty szczególnie ograniczają, pole widzenia z lewej strony) włączyć się do ruchu. Praca nie  trwała więcej niż pół godziny i od razu poprawiła się widoczność i bezpieczeństwo. Chwilę później skosiłem pokrzywy i inne chwasty, tudzież dziko rosnące krzewy na łuku molziańskiej drogi. Teraz kierowcy dużo lepiej widzą nadjeżdżający z przeciwka inny pojazd. Kolejne minuty wysiłku. Jest zdecydowanie lepiej. Teraz nie tylko ja mogę jechać bezpiecznie.
          Zastanawiające jest jedno: czy rzeczywiście aż ktoś z poza gminy musiał zająć się wycinaniem pokrzyw i dziko rosnących krzaków? Czy rzeczywiście nikomu z miejscowych kierowców (że o urzędnikach nie wspomnę) one nie przeszkadzały? Nikomu nie przyszło do głowy, by zrobić z tym porządek? Zwykłe lenistwo czy… polskie podejście do sprawy: a niby dlaczego ja mam to zrobić, niech zajmie się tym ktoś inny?
          Zapewniam, że takich zakrętów w gminie Łukta, gdzie bezpieczeństwo jazdy jest zagrożone mamy dużo więcej. Powiem tak: chwilami aż mi wstyd, gdy zbliżam się od Ostródy do mojej rodzinnej miejscowości, a co tu dopiero mówić o estetyce dróg prowadzących do innych wsi. Mam nadzieję, że tubylcy (raczej chyba młodzi) chwycą za kosy i sekatory i zrobią porządek na innych wyjazdach i podjazdach. W końcu latem do naszej gminy zjeżdża sporo turystów i… jak ją widzą, tak o niej mówią.
          Drugi, gazetowy: wpadł mi w ręce pierwszy numer Z życia gminy. Przejrzałem, później poczytałem, a jeszcze później zabawiłem się w korektora. Wypadło kiepsko. Już na pierwszej stronie pod tekstem podpisanym przez wójta mamy dwa rażące potknięcia. Pierwszy błąd jest w pierwszym zdaniu, po przecinku mamy dużą literę. Wypadało też – w tej wójtowskiej odezwie – słowo „mieszkańcy” napisać (przez szacunek) z dużej litery. Tekst jest mało klarowny. Nie bardzo wiadomo czy mieszkańcy oczekują lepszej prezentacji gminy przez organa władzy, czy przez redakcję? Nie zabrałem ze sobą gazetki (niezbyt trafnie użyto tego określenia, słowo takie zawsze kojarzy mi się z gazetką szkolną). W wielu tekstach (ŻADEN NIE JEST PODPISANY NAWET INICJAŁAMI, A TO KAŻDEMU CZYTAJĄCEMU KOJARZY SIĘ JEDNOZNACZNIE…), widać pseudo-dziennikarską indolencję. Albo inaczej – amatorszczyznę!
          Z doświadczenia wiem, że to nie sztuka wydać raz na jakiś czas (w przypadku Z życia gminy nie wiadomo czy to będzie miesięcznik? kwartalnik?) gazetkę. Od przypadku do przypadku. To nie ja wymyśliłem, że na każdą publikację trzeba mieć pomysł, wyznaczyć sobie redakcyjną drogę. Bo co będzie dalej? Następny numer za rok? Od wielkiego dzwonu?! Z życia gminy wydano na kredowym papierze, zdjęcia są barwne, to kosztuje. Zatem tym bardziej jako były łukcianin nie chciałbym się wstydzić za amatorsko redagowane artykuliki. A w pierwszym numerze jest ich większość. Życzę (enigmatycznym, wstydzącym się swych nazwisk) redaktorom więcej profesjonalizmu w pisaniu i większego szacunku dla czytelnika. W końcu gazetka wychodzi za pieniądze podatników. I chociaż ja do nich nie należę, to jednak chciałbym kiedyś pokazać tę publikację poza granicami gminy Łukta i powiedzieć do kogoś znajomego: zobacz, jak świetnie redagowana jest samorządowa gazeta w mojej wsi. Czy tego doczekam? Wątpię. Pisanie to ciężka i żmudna praca. Nawet jeśli związana jest stricte z tzw. odfajkowywaniem spraw samorządowych, bez silenia się na reportaż czy chociażby felieton, bo tu koniecznie trzeba znać arkana dziennikarstwa! Zastanawiam się pisząc kolejną refleksję, co będzie, gdy redaktorom zabraknie lokalnych tematów? Hm, może trzeba będzie ruszyć w teren i posłuchać co w trawie piszczy. A piszczy i to niemało… Nawet zgrzyta.  
          Trzeci, jazgotliwy: na koniec w nieco  innym tonie, ale też nie za wesoło, o tak zwanych imprezach weekendowych i… psach. Gdy wieczorem (a nawet nocą) wędruję po drogach i polach rozsianych wokół Łukty, niejednokrotnie w piątek i w sobotę, męczą odgłosy alkoholowych biesiad dochodzące z różnych miejsc. Ostatnio imprezowano w Wynkach. Kobiece piski i krzyki, głośna muzyka roznosiły się po okolicy grubo po północy. Byłem dwa kilometry od towarzystwa. Nocą hałas się jeszcze potęguje, ale żeby słychać go było z takiej odległości? Czy tak zachowują się cywilizowani ludzie? Myślę, że nawet w epoce dzikusów w moich rodzinnych stronach było ciszej. Głośna muzyka, krzyki, przekleństwa, słychać to nazbyt często. Zastanawiam się, czy niektórzy ludzie pamiętają, że istnieje jeszcze coś takiego jak kultura, czy odchodzi już ono do lamusa? Czy może to dla niektórych jedyny sposób na relaks? Dotyczy to zarówno przyjezdnych jak i  miejscowych.
          Kolejna sprawa to psy, których w każdej wsi jest pod dostatkiem. Dygresja: planowałem w wieku emerytalnym wrócić do Łukty lub jej okolic. Jednak im bliżej emerytury, coraz częściej zastanawiam się czy to ma sens. Jazgot stwarzany przez czworonogi jest nie do wytrzymania, nie obowiązuje ich cisza nocna. Uciążliwe szczekanie i ujadanie trwa często do północy, a bywa że do rana. I to nie tylko w Taborzu, Komorowie czy Wynkach, także w Łukcie. „Najweselej” jest w pobliżu szkoły, gdzie w ostatnich latach wybudowano najwięcej domów. Tam to dopiero mamy psią kakofonię! Zastanawiam się nieraz, jak ludzie mogą tu mieszkać i jak to znoszą? A marzył mi się mały domek w tej mieścinie. Jeszcze mam czas na podjęcie decyzji, ale wszystko wskazuje na to, że chociaż lubię psy, to ich nadmiar, a szczególnie ich ujadanie zweryfikują moje osadnicze plany.
          Raz i drugi zdarzyło mi się po dwudziestej drugiej zwrócić komuś uwagę, żeby uciszył psa. Bardzo tego pożałowałem. Pewna pani z Łukty rzuciła mi w twarz: „Chyba pies jest po  to, żeby szczekał! A jak się panu psy nie podobają, to na bezludną wyspę trzeba się wyprowadzić!” Dobrze, że mnie nie poszczuła. Nie mogę pojąć, jak ludzie bywają  bezmyślni. Czy nie rozumieją, że nawet w dzień nieustające szczekanie może być dokuczliwe i  przeszkadzać sąsiadowi? Pewnie zrobiono by porządek z nocnym (i nie tylko) ujadaniem czworonogów, gdyby odważnych ludzi było więcej. My, Polacy, wolimy pogderać, poprzeklinać pod nosem, niż zwrócić uwagę sąsiadowi w tej lub innej kwestii. Często fałsz jest dla nas ważniejszy od prawdy. Dla świętego spokoju wolimy się męczyć…
          Powie ktoś, że nie mam o czym pisać. Nieprawda. Jest mnóstwo tematów, które jeszcze tu poruszę. Gdybym uważał, że psi problem prześladuje tylko mnie, dałbym spokój. Ale tak niestety nie jest. Coraz częściej słyszę, że ktoś w gminie powinien zająć się hałasem wszczynanym przez czworonogi. I wcale nie chodzi o to, by psy sobie nie poszczekały, bo to niemożliwe. Jednak należy walczyć z takimi właścicielami Reksów, którzy uważają, że ich pies ma prawo szczekać kiedy chce i ile chce. 
          I dlatego proszę się nie dziwić moim (skromnym) marzeniom, że którejś letniej nocy chciałbym posiedzieć za wsią i popatrzeć na gwiazdy, ale bez wszechobecnych wrzasków pijanego towarzystwa, muzyki disco polo i nieustającego szczekania psów.
          Aha, na koniec mam jeszcze pytanie do urzędników gminnych: czy wszyscy właściciele płacą podatek za swojego czworonoga?                                      

Stanisław Raginiak   

© Tekst jest chroniony prawem autorskim.
Zabrania się kopiowania i wykorzystywania w całości lub we fragmentach bez zgody autora.
©
Ilustacje: Grzegorz Malinowski




autor:gres edycja:gres wyświetleń: 2068

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany!


komentarze:


status: UŻYTKOWNIK śmiały

4 Lipca 2011, godz: 18:00

+ 3 - 2

Przeczytałem kolejny tekst tego pisarzyny, i stwierdziłem że przez wszystkie przewija się jedno słowo "wstyd" w różnych odmianach.Drogi pisarzu jeśli się tak mocno wstydzisz to po co tu przyjeżdżasz? Chłopak który redaguje opisaną przez ciebie gazetkę jest młody,początkujący i zamiast zaproponować mu pomoc doradzić to oczywiście lepiej zadrzeć nosa i psioczyć jak wszyscy inni.Co do błędów w tekście gazetki to przeczytaj swój poprzedni a też takowe znajdziesz. Autor tych tekstów ma jakiś kompleks,często chwali się znajomościami,co to nie on,ma żal że go do szkoły nauczyciele nie zapraszają,a tak naprawdę to kim ty jesteś że się tam wpraszasz.Tak jedziesz po urzędnikach, wójcie wspominasz o pieniądzach podatników, to czemu o nich nie myślałeś kiedy łaziłeś za pieniędzmi na swoją książkie, tylko tak chętnie ręce po nie wyciągnąłeś.Jestem mieszkańcem gminy łukta i nie życzę sobie aby jakiś były nas obsmarowywał.Wydaje mi się że jesteśmy za gościnni.



status: UŻYTKOWNIK dobry

5 Lipca 2011, godz: 22:39

+ 2 - 1

;-) to chyba była kwestia czasu...



status: UŻYTKOWNIK śmiały +

6 Lipca 2011, godz: 15:06

+ 2 - 3

-

Bodzio a kim Ty jesteś,że autora tego tekstu nazywasz "pisarzyną"?. Zastanawia mnie, czy "popełniłeś" w swoim życiu jakieś konkretne linijki oprócz tych które tu napisałeś??? Zgadzam się z autorem, że takie są nasze cechy narodowe, zwykłe lekceważenie sprawy, potrafimy tylko narzekać i nic nie robić, nic od siebie tylko jesteśmy nastawieni na branie.



status: UŻYTKOWNIK śmiały +

7 Lipca 2011, godz: 06:24

+ 2 - 1

A może tak.Czy autorowi zależy na tym aby nas obrażać?Wątpię.
Pokazał co możemy zrobić aby było lepiej.Myślę,że warto rozważyć
ten tekst z tej perspektywy,choć nie jest to łatwe.Ktoś,kto patrzy na nas z boku widzi więcej.Myślę,że Raginiak mógłby bez problemu wielbić wszystkie nasze ułomności,ale tego nie robi.Dlaczego?Może zależy mu na nas i na naszej wsi.



status: UŻYTKOWNIK przeciętny +

7 Lipca 2011, godz: 10:56

+ 2 - 1

Myślę, ze p. Raginiak nie spodziewał się takiego obrotu. Powiem szczerze, ze sama czuję niesmak po kolejnych atakach i udowadnianiu nam jacy to jesteśmy niecywilizowani w porównaniu z resztą narodu. Nie znam się na psychologii, ale chyba raczej nie tędy droga w zachęcaniu ludzi do działania. Uważam, ze trochę pracy społecznej Panu nie powinno zaszkodzić, wręcz przeciwnie. Ja nadal żyję i mam się świetnie a niejeden raz pracowałam społecznie, sama podejmując inicjatywę. Wracając do gazetki, wyszło jak wyszło, a naskakiwanie na osobę redagującą trąca brakiem kultury. U każdego znajdzie się choćby interpunkt. Z drugiej strony urząd poniekąd zareklamował imprezę, nie przypisał sobie organizacji, przynajmniej ja nic takiego nie wyczytałam. Co do hałasu... jak komuś przeszkadza uciążliwy sąsiad to jest nasza dzielna policja. Samym pisaniem i ocenianiem nic nie zdziałamy, tu trzeba działać!!!



status: UŻYTKOWNIK dobry

7 Lipca 2011, godz: 16:30

+ 2 - 1

zgadzam się z hunnybunny.
Od siebie dodam tylko, że mieszkam w gminie od niedawna i nie spotkałem się z jakimś uciążliwym dla życia szczekaniem psów, marcowaniem kotów, czy innymi głośnymi paszczami.
Owszem zdarza się, że słyszymy sąsiadów, ale sami też od czasu do czasu musimy się wykrzyczeć, czyż nie? ;-)



status: UŻYTKOWNIK przeciętny +

8 Lipca 2011, godz: 12:32

+ 1 - 1

Aż zżera mnie ciekawość co będzie tematem kolejnych refleksji :)



status: UŻYTKOWNIK dobry

8 Lipca 2011, godz: 15:26

+ 1 - 0

;-D


 


copyright © lukta-city.pl
autor: Grzegorz Malinowski