login:

hasło:

zaloguj   |   rejestracja


Zapraszamy do galerii zdjęć "Łukta Dawniej".



18 Stycznia 2012, godz: 21:18

Gdy myślę... Łukta (12) - O duchu na drodze i w Molzie


Gdy myślę… Łukta
O duchu na drodze i w Molzie

 
          Zanim w kolejnym odcinku powrócę do spraw przyziemnych, do łukciańsko-gminnej rzeczywistości i wytknę co nieco niektórym urzędnikom i nie-urzędnikom, dziś będzie o… duchach. 
          Już nieraz w swoich refleksjach wracałem do mojego najlepszego kolegi Edka Jaworskiego. Przez niemal osiemnaście lat razem sporo przeżyliśmy, od strzelania z procy i łuków, po pierwsze randki z dziewczynami. Kilka lat też graliśmy w zespole. Edek powiesił się. Wierzyć się nie chce, że od tamtego dnia minęło już ponad czterdzieści lat…
Pamiętam, że któregoś dnia, gdy szliśmy nad Budkę (Korwik) zobaczyłem na dłoni kolegi wytatuowaną datę. Trochę mnie zaciekawiło, dlaczego to zrobił? Milczał dość długo. Dopiero nad jeziorem wyznał, że musiał tak zrobić, gdyż kilka dni wcześniej idąc do ciotki mieszkającej w Worlinach spotkał na drodze brata Zygmunta. (Muszę wtrącić, że starszy brat Edka też popełnił samobójstwo). Duch Zygmunta powiedział do niego, żeby jak najszybciej odszedł z tego świata, bo tam, gdzie on jest teraz, żyje się o wiele lepiej… Zastanawiałem się, jak można żyć… po śmierci? Popatrzyłem na Edka z niedowierzaniem, trochę się przestraszyłem. Chyba mu rozum odebrało, pomyślałem. Zastanawiające jednak było to, że kolega opowiadając o tym, zdawał się być jakby nieobecny. Nie wierzyłem mu, ale jedno wiedziałem na pewno, że Zygmunt zmarł. Mimo młodego wieku sporo już nasłuchałem się od starszych o zmorach, wampirach, wilkołakach i oczywiście duchach. Coś musiało w tym być... Przecież bez powodu ludzie nie przekazywaliby sobie tych, mrożących krew w żyłach, historii. Po powrocie znad jeziora długo rozmyślałem o tym, co powiedział Edek. Dalej mu nie wierzyłem. Jednak, gdy nastała noc nie ośmieliłem się wyjść z domu. W ogóle, od tego dnia stałem się bojaźliwy.
          Druga historia związana jest z budynkiem w Molzie, gdzie kiedyś mieściła się szkoła, dziś jest tam Dom Pomocy Społecznej. Mój szwagier, a wcześniej dziadek wielokrotnie opowiadali mi o duchach straszącym w tym domu. Co też tam się nie wyrabiało nocami! Słychać było bieganie po klasach! Przesuwane były meble! Ktoś diabelsko chichotał na korytarzach i w piwnicy! W oknach można było ujrzeć bladą, koszmarną twarz! Szwagrowi raczej nie wierzyłem, bo niby skąd miałby mieć te doświadczenia? Ale co innego dziadek. On przez kilka lat palił w piecach szkolnych. Bywało, że w wielkie mrozy spędzał w budynku całą noc. Jednak duchy szalały tam nie tylko zimą, także w inne pory roku. Gdy los rzucił mnie do Molzy, raz i drugi nocą podkradałem się pod budynek i próbowałem usłyszeć jakieś diabelskie głosy. Nic z tego. W końcu zdobyłem się na szczerą rozmowę z dziadkiem i zapytałem go, jak to jest (było) z tym straszeniem.
          Nawet nie chce mi się o tym mówić, zaczął. Chyba nikt na świecie tyle razy się nie wystraszył, co ja w tej szkole. Diabły czy jakieś inne czorty przeważnie próbowały mnie nastraszyć, gdy rąbałem drwa w piwnicy. Stukały czymś twardym w ściany, ławki, a nawet w szyby. Ale ja nie takie rzeczy na wojnie widziałem i słyszałem. A pójdziesz ty strachu! –wołałem na cały budynek. Własny głos dodawał mi odwagi, ale nie raz nogi mi się trzęsły. Bo ze Złym żartów nie ma, zaatakuje nie wiadomo skąd i kiedy! Nieraz miałem takiego pietra, że chciałem uciec ze szkoły, ale nie mogłem tego zrobić, bo co by ludzie pomyśleli, że stary Jasiulewicz stchórzył! A co dzieciaki by o mnie pomyśleli, że taki stary a tchórz! No i z roboty by mnie na zbity łeb wywalili, bo kto by tam uwierzył, że coś stukało, biegało, wrzeszczało? Przecież nikt. Najgorzej to było w zimę, wtedy musiałem siedzieć długo w piwnicy, drewna narąbać, węgla ponosić do klas. Raz tak niosłem dwa wiadra naraz, papierosa miałem w buzi, gdy nagle czuję, że wiadra coś robią się ciężkie, jakby mi je ktoś ciągnął do dołu! O kurwa mać!, jak ja się wtedy przestraszyłem! Fajka wypadła mi z buzi, rzuciłem wiadra i w nogi do drzwi, żeby uciec ze szkoły, a one zamknięte, a przecież nie zamykałem! Oparłem się plecami o te drzwi i patrzę na korytarz, bo światło wcześniej zapaliłem i co widzę? Nic nie widzą! Nie ma nikogo. Ale wiadra przesuwają się w moją stronę i to coraz szybciej! To ja do piwnicy, tam się zaryglowałem i zacząłem się modlić, chyba pierwszy raz od pięćdziesięciu lat! Myliłem Ojcze nasz ze Zdrowaś Maryjo, ale chyba pomogło. Usiadłem na pieńku, zapaliłem papierosa, gdy nagle widzę te dwa wiadra przed sobą, a w nich jakieś dwie straszne gęby ociekające krwią! Chryste Panie!, wrzasnąłem i w kilka sekund dotarłem do swojego domu położonego jakieś dwieście metrów od tej przeklętej szkoły! Następnego dnia poszedłem do kierownika i mówię, co przeżyłem. Baran roześmiał się. Panie Jasiulewicz, co pan mi tu wciska! Jakie duchy?! Myślałem, że się rzucę na tego nauczyciela. Już miałem zamiar to zrobić, gdy ze ściany spadł portret Edwarda Gierka, sekretarza Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Kierownik odwrócił się, ze zdumienia przecierał oczy. A widzi pan, ja wtedy do niego, sekretarz spadł. Tyle lat tu wisiał, a dziś poleciał. Czy to pana nie dziwi?
          Szef placówki nie zwolnił dziadka z pracy. Obiecał, że zatrzyma dla siebie całą tę historię. A jak się powtórzą te strachy, ciągnął, to trzeba będzie poprosić księdza, by prześwięcił… poświęcił szkołę, zakończył kierownik.
          Do dziś nie wiem, ile jest prawdy, a ile konfabulacji w tym wszystkim.
Dziadek już dawno nie żyje. A od momentu, gdy szkołę w Molzie przekształcono na Dom Pomocy Społecznej o duchach jakoś nie słychać…                  

Stanisław Raginiak

© Tekst jest chroniony prawem autorskim.
Zabrania się kopiowania i wykorzystywania w całości lub we fragmentach bez zgody autora.

© Ilustacje: Grzegorz Malinowski




autor:gres edycja:gres wyświetleń: 2509

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany!


komentarze:


status: ADMINISTRATOR

26 Stycznia 2012, godz: 21:45

+ 0 - 0

Świetny tekst...
ale już dawno wyrosłem z tego, aby wierzyć w takie opowieści o duchach (zwłaszcza w tą o szkole w Molzie). Jednak czytając o tych wydarzeniach poczułem ciarki na plecach...

Historia z Edkiem Jaworskim - nie o tyle straszna, co smutna. Zwłaszcza, że wiemy jak się zakończyła.



status: MODERATOR super +

26 Stycznia 2012, godz: 22:52

+ 0 - 0

Ja też nie wierzę. Ale są osoby, które naprawdę potrafią opisywać bardzo wiarygodnie.



status: UŻYTKOWNIK bierny

10 Czerwca 2013, godz: 09:50

+ 0 - 0

Interesujące :-)))
Pozdrawiam Pana Stanisława...
Darz Bór


 


copyright © lukta-city.pl
autor: Grzegorz Malinowski