login:

hasło:

zaloguj   |   rejestracja


Zapraszamy do galerii zdjęć "Łukta Dawniej".



9 Lutego 2012, godz: 13:09

Gdy myślę... Łukta (13) - Zdjęcie


Gdy myślę… Łukta
Zdjęcie

         
          Mrozy, które ostatnio nam dokuczają, źle wpływają na samopoczucie człowieka. Ja, który przecież podjąłem się pisania Refleksji na portalu Grzegorza, też źle je znoszę. Nie mobilizowały mnie do wymyślenia kolejnego odcinka. Czytając niełatwą książkę F. Collins`a Język Boga czasami byłem zły na siebie, że Grzegorz czeka (i pewnie nikt inny), a ja zasypuję gruszki w popiele. Jakoś (przez to lodowate zimno) nie miałem ciekawego tematu. Hm, a może tematy były, tylko nie mogłem dokonać wyboru.
          Dziś, środa 8 lutego. Dzień osobniczy. Temat znalazł się sam. A właściwie nie sam, tylko podpowiedział mi go (właśnie)… Grzegorz. Po południu otrzymałem od niego zdjęcie z… 1957 roku! Zdjęcie pierwszej klasy, do której uczęszczałem! Nie będę pisać, ile lat minęło. Zresztą, łatwo policzyć… (Niedługo pewnie przyjdzie mi się żegnać z tym światem…). Żartuję. Wdzięczny jestem G. Malinowskiemu. Nie wiem, kto wykonał fotografię. Jeśli jednak jest autor, to bardzo, bardzo mu dziękuję. To dla mnie wielka pamiątka.
          Moja klasa… Patrzę na zdjęcie i nie wszystkich poznaję, nie wszystkich sobie przypominam. Z przyczyn jakby oczywistych najszybciej rozpoznałem chłopaków: Edka Jaworskiego, Zdziśka Balcera, któregoś z Gosików (ale którego?), Zygmunta Kowalewskiego, Ryśka Nowickiego i… nie pamiętam kto jeszcze chodził do klasy, do budynku którego już nie ma (na jego miejsce stawiany jest dom kultury). Dziewczyny… na pewno Janina Szostak, Alina Kawczyńska, Irena Nitsche, Irena Aleksandrowicz, Brygida Popowska, była też Teresa Łojewska. Tyle ich pamiętam… Kiepska pamięć. Jednak, chyba każdy się ze mną zgodzi, w pierwszej klasie głównie spędza się czas z kolegami.
          O Edku Jaworskim już pisałem na tych łamach. Był moim najlepszym kolegą przez podstawówkę i później, aż do dnia samobójstwa w wieku osiemnastu lat. Zdziśka Balcera lubiłem. Spotykam go jeszcze i dziś, gdy drogą (ale nie asfaltową) wędruję z Łukty do Molzy. Czasami jedzie ciągnikiem, innym razem jest woźnicą. Bywa, że zamienimy kilka słów. Kiedyś mu powiedziałem, że jak wygram w totolotka to kupię ich stary dom pod lasem. Wymarzone miejsce dla mnie. Mrzonka się oddala, bo jakoś nie mogę skreślić „szóstki”. Który to z Gosików? – pojęcia nie mam. Było kilku braci. Ja najczęściej rozmawiałem z tym, który naprawiał telewizory i radia, chyba Edek…? Ale głowy nie dam, że chodziłem z nim do pierwszej klasy. Zygmunt Kowalewski, wtedy syn prezesa geesu, jakoś nie za bardzo zapisał się w mojej pamięci. Może dlatego, że świętej pamięci nauczyciel, matematyk Paul Podralski zmuszał nas do rywalizacji z jego przedmiotu. Raz wygrywał Zygmunt, raz ja. To pewnie przez to, nigdy nie zakwitła we mnie sympatia do tego kolegi. Rysiek Nowicki… o, tu jest sporo do napisania. Z podstawówki pamiętam go mało, ale nasze drogi zeszły się później. Byliśmy przez kilka lat naprawdę dobrymi kolegami. Ceniłem poczucie humoru Ryszarda, miał oryginalne pomysły (na przykład unicestwianie kijem żab nad Budką). Polowaliśmy też wieczorami na bezpańskie psy. Z wypchanymi kamieniami kieszeniami przechadzaliśmy się po wsi i jak któryś kundel przebiegł obok… to zaraz był kulawy. Ryszarda spotkałem w Ostródzie po prawie trzydziestu latach. Coś tam mieliśmy sobie do powiedzenia. Ale niewiele.
          Gdy dziś jestem w Łukcie, niestety nie spotykam nikogo z mojej klasy. Czas rozprowadził nas na wszystkie strony świata. Prawidłowość. Wspominając nie płaczę za moją pierwszą klasą. Głównie dlatego, że niewiele mnie z nią dziś wiąże. (Oprócz dziś otrzymanej fotografii.) Z innymi, drugą, trzecią, czwartą, itd. tyle samo.
Myśląc o podstawówce przypominam sobie moje częste konflikty z nauczycielami, szczególnie z jedną panią, ale ona już nie żyje. A o nieobecnych mówi się tylko dobrze.
W  ogóle, na tyle, na ile pamiętam, niewiele było chłopaków-oryginałów w mojej wsi. Może dlatego, że ustrój socjalistyczny (komunistyczna szkoła) trzymał wszystkich krótko. Milicjanci, kiedy już miałem naście lat, ganiali nas za długie włosy… Był taki jeden mundurowy, urodzony sadysta, nazywał się Garbacz. Pamiętam, jak bez specjalnego powodu okładał pałką podpitego gospodarza lub młodzieńca, który źle na niego spojrzał. O, nigdy więcej dyktatury! Cieszcie się młodzi ludzie, że dziś macie wolność! Myśmy jej nie mieli. Taki nieuk-milicjant (a było ich w Łukcie wielu) praktycznie rządził wsią, jak jakiś walnięty szeryf z Dage City. Wiele było kawałów o tych nieukach, jeden napiszę.
          Dwóch milicjantów pojechało do wypadku. Samochód rozjechał rowerzystę. Jeden gliniarz mówi do drugiego: – Wyciągaj notatnik i pisz… rower pod samochodem… jedna ręka oderwana… druga wisi… głowa koło krawężnika…
          – Ty… jak się pisze… krawężnik?
          Tamten, kopnąwszy głowę, dodaje: – Napisz… w rowie…
          Oj, mieliśmy kretynów.
          Z klasy pierwszej przeszedłem do socjalistycznych organów ścigania. Widać służby bardziej utkwiły mi głowie. A wracając jeszcze do podstawówki dodam, że gdy byłem chyba w piątej klasie do Łukty przyszła nowa nauczycielka. Była taka piękna, że zakochałem się w niej od… pierwszej lekcji. Naturalnie, o tej wielkiej miłości ona nigdy się nie dowiedziała. O, nie policzyłbym nocy, w których mi się śniła... Łudziłem się (przy moim wtedy skromnym potencjale intelektualnym), że jak podrosnę to się jej oświadczę. Zapomniałem o jednym, że jej też przybywało lat. Akurat skończyłem osiemnaście lat, powoli (w myślach) wybierałem dla niej kwiaty z ogrodu, gdy do wsi sprowadził się lekarz weterynarii, i ani się spostrzegłem, a nauczycielka została jego żoną. W akcie zemsty chciałem podpalić kościół, by nie dopuścić do małżeństwa. Jednak bałem się… Nie tyle może kary bożej, co więzienia… Od starszych kolegów w Łukcie, którzy już siedzieli w pierdlu, słyszałem rzeczy tak straszne, że wyrzuciłem zapałki do przecinającej wieś rzeki...
          I to było najsmutniejsze (niespełniona miłość) moje doświadczenie z rodzinnej wsi. Nie tylko z okresu dzieciństwa, ale i młodości.
          Fotografia przesłana przez Grzegorza przywołała w pamięci dawne obrazy.
          Normalne.
          Nienormalne w tym wszystkim jest jednak to, że to już tyle lat minęło.
          Miał rację Goethe mówiąc, że życie to chwila.
          Dlatego warto szanować każdy dzień. I – jak mówią Niemcy – „Powinniśmy żyć tak, aby każdego dnia było w nim choć trochę niedzieli.”  

                 

Stanisław Raginiak

© Tekst jest chroniony prawem autorskim.
Zabrania się kopiowania i wykorzystywania w całości lub we fragmentach bez zgody autora.

© Ilustacje: Grzegorz Malinowski




autor:gres edycja:gres wyświetleń: 2413

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany!


komentarze:


status: MODERATOR super +

10 Lutego 2012, godz: 13:22

+ 1 - 0

Ja również czekam na Refleksje. Bardzo przyjemnie się je czyta.

Bardzo lubię oglądać stare zdjęcia. Świat wydawał się wtedy bezpieczniejszy, taki ciekawy.



status: ADMINISTRATOR

10 Lutego 2012, godz: 17:25

+ 1 - 0

Świat się wydawał bardziej ciekawy bo dzieci i ogólnie ludzie nie siedzieli całymi dniami przy komputerach i telewizorach. A wiadomo, jak się człowiek zaczynał nudzić to wychodził z domu, spotykał się ze znajomymi. Życie towarzyskie kwitło!

Obecnie nie raz czytam na gadu-gadu lub serwisach społecznościowych: "Ale nudy!". Strasznie mnie drażnią takie teksty. Czy dzisiejsza technologia aż tak upośledza ludzi, że nie potrafią już spędzać inaczej czasu niż przy komputerze?

Brak "pożeraczy czasu" skłaniał nas kiedyś do bardziej twórczego myślenia. To właśnie nasze własne zabawy, spotkania w gronie znajomych sprawiały, że "tamte" czasy wydawały się bardziej ciekawe. Pojawiające się wtedy technologie były tylko dodatkiem do naszego barwnego życia.



status: UŻYTKOWNIK śmiały +

13 Lutego 2012, godz: 13:58

+ 1 - 0

Witam:-) Nie tylko Grzegorz czeka na Pana wspomnienia. Bardzo przyjemnie się czyta te wspomnienia. Często wyobrażam sobie jak to było dawniej. Pozdrawiam



status: UŻYTKOWNIK dobry

4 Marca 2012, godz: 17:38

+ 1 - 0

kiedy następny łyk zadumy ???



status: ADMINISTRATOR

5 Marca 2012, godz: 11:07

+ 0 - 0

Trudno powiedzieć kiedy. Myślę, że to pytanie raczej do pana Stanisława. Nie ustalaliśmy żadnych konkretnych terminów, kiedy ukazywać się mają kolejne "Refleksje" drugiej serii. To samo tyczy się ilości. Także kolejny odcinek i dla nas będzie niespodzianką :)



status: UŻYTKOWNIK wytrawny

7 Grudnia 2013, godz: 22:42

+ 0 - 0

O milicjancie Garbaczu, który po odejściu ze służby pracował jako magazynier w GS Biesal pisze w książce "Mówią domy Biesala" Wojciech Weyman


 


copyright © lukta-city.pl
autor: Grzegorz Malinowski